Spis treści:
00. Wprowadzenie
01. Osobowość
02. Samobójstwo
03. Ataki
04. Ataki: 1913-14
05. Ataki, 1915: nawrót
06. Bóle głowy i mniejsze dolegliwości
07. Historia rodziny
08. Życie płciowe
09. Lekarze Virginii Woolf
10. Kreatywność i choroba psychiczna
11. Dorobek literacki i zdrowe
12. Zaburzenia nastroju w ciągu życia
13. Zmienność sezonowa
14. Wnioski

...Lecz nieszczęście wciąż śledzi
swojego odbicia w obcym życiu.

Żaden boski głos nie uciszył sztormu,
Nie zapłonęły życzliwe światła,
Gdy, pozbawieni skutecznej pomocy,
Znikamy, każdy sam:
Ale ja, w odmętach brutalnego morza,
Pod wodą, w głębszej przepaści niż on.

William Cowper, The Castaway, 1799

WPROWADZENIE

Virginia Woolf zajmuje unikalne, kontrowersyjne miejsce w literaturze XX w. Za życia była popularna jako powieściopisarka i eseistka; pośmiertnie jest bardziej znana jako pisarka pamiętników i listów, i jako obiekt biografii, wspomnień i tez doktoranckich - tak zwanego środowiska Bloomsbury. W USA stale figuruje w studiach kobiecych.

Ona i jej mąż byli centralnymi postaciami Grupy Bloomsbury, do której należeli pisarze jak Lytton Strachey, artyści jak jej siostra Vanessa i Duncan Grant, krytyk literacki Clive Bell, i nawet ekonomista, Maynard Keynes, który poślubił baletnicę (Lydię Lopokovą). Pochodziła z szanowanej rodziny. Pierwsza żona jej ojca była córką Thackeray'a. Jej ojciec, sir Leslie Stephen, był założycielem i edytorem Narodowego Słownika Biograficznego, ważnym pisarzem i sławnym alpinistą. Jej siostra była artystką, a brat jednym z pierwszych angielskich psychoanalityków. Jej mąż Leonard, poważany lewicowy dziennikarz polityczny i powieściopisarz, nie został przysłonięty jej sukcesem. Razem założyli Hogarth Press, którego publikacje obejmowały T.S. Eliot i pierwsze kompletne tłumaczenie prac Freuda.

Bloomsbury, Dorothy Parker powiedziała, składało się z par które miały romanse do kwadratu. Ich stosunki były skomplikowane, rozwiązłe, często homo- lub biseksualne. Pisali o sobie i przyjaciołach przesadnie rozwlekle, najpierw w swoich pamiętnikach i korespondencji, później w memuarach. Virginia Woolf była płodną korespondentką i pisarką pamiętników przez większość swojego życia, i jej mąż opublikował parę tomów wspomnień.

W rezultacie, jej stan umysłu i zdrowia przez 59 lat są niezwykle dobrze udokumentowane. Jednak wciąż pytanie "czy była szalona" absorbuje wielu z jej dzisiejszych krytyków. Ona oczywiście myślała, że była. W swoich listach i dziennikach często używa tego słowa, pisząc w przenośni i dosłownie: "Kiedy byłam szalona". Ten pogląd był dzielony przez jej męża Leonarda, jej rodzinę, i jej siostrzeńca i oficjalnego biografa Quentina Bella. Współcześni, przyjaciele i krewni, wiedzieli o tym i rejestrowali jej niestałość i jej poprzednie choroby i poważne przedawkowania nie były sekretami podczas jej życia czy przez krótki czas po jej samobójstwie. Najbardziej poważani londyńscy specjaliści udzielali konsultacji, badali i leczyli ją i nie było wątpliwości, że była chora psychicznie.

Dzisiaj krytycy literaccy są podzieleni na dwa głośne obozy. Jeden akceptuje ten pogląd, wyznawany przez nią, jej rodzinę, jej lekarzy, ustalony przez Quentina Bella, jej siostrzeńca, w dwóch tomach jego "oficjalnej" biografii; drugi go odrzuca. Ten drugi składa się z krytyków, mających w tym swój własny interes, którzy wierzą że dzięki studiom nad jej życiem i dziełami mogą "zrozumieć" jej objawy. Dzięki temu, uważają, wyjaśnili dokładnie jej szaleństwo. Twierdzą, że ktoś, kogo symptomy - albo ich objawy - mogą być "zrozumiałe" nie może być szalony. Posługując się terminologią Karla Jaspersa, mylą Zrozumienie z Wyjaśnieniem, nie rozumiejąc, że zrozumienie treści symptomów lub ataków nie wyjaśnia natury choroby.

Wiele ze "zrozumienia" odwołuje się do epizodu z molestowaniem w dzieciństwie, i ma swoje następstwa w jej chorobie w dorosłym życiu. Inni, bardziej znawcy literatury niż życia czy psychiatrii, zapewniają że nie była chora w ogóle.

Paru wykwalifikowanych psychiatrów skomentowało jej historię choroby, może dlatego że znaleźli parę punktów z którymi się nie zgadzali w radykalnym poglądzie, że cierpiała na maniakalno-depresyjną psychozę. I wciąż, pomimo że parę epizodów ma niemal wiek, unikatowa dokumentacja prowadzona tylko przez pacjenta, razem z jej inteligencją i umiejętnością przekazywania odcieni samopoczucia, ilustruje relacje między nastrojem i kreatywnością.

Oryginalne źródła będą obszernie cytowane. Wydaje się rozsądne wierzyć źródłom lub komentarzom pochodzącym z jej okresu. Na przykład - jej mąż Leonard Woolf, podczas długiego i poważnego załamania nerwowego pisał krótkie, zagadkowe, ale codzienne notatki dotyczące jej zachowania i postępów. W świetle prawa, taki zapis prowadzony na bieżąco, znaczył wiele. Ale nie dla niektórych krytyków, którzy uważają że komentarze jej męża muszą być traktowane z dystansem ze względu na jego męskie odchylenie, i jego pragnienie, świadome lub nie, do zdominowania żony. Zapiski jej męża i inne ówczesne notatki mogą być porównywane, a ich zawartość oceniona.

Nikt nie dyskutuje na temat jej samobójstwa. Rozpoczęcie od końca jej życia i poruszanie się wstecz w czasie, by podkreślić największe załamania nerwowe jej życia, będzie dobrym rozwiązaniem. Później zostaną zbadane jej dzieciństwo, osobowość i historia rodziny, żeby wyjaśnić ich korelacje z historią choroby.

Do góry

OSOBOWOŚĆ

Powstało wiele opisów jej dojrzałej osobowości; w istocie, ustne i pisane wspomnienia dwudziestu ośmiu przyjaciół, krewnych i sług zostały opublikowane (Noble,72). Ukazują spójny obraz niekonsekwentnej osoby. Była mieszanką nieśmiałości i żywotności. Była "wstydliwa i skrępowana, często cicha, albo, jeśli w nastroju do rozmów, wkraczała w świat fantazji i szaleństwa i przerażała niewinnych nieprzygotowanych." (Angelica Garnett). Była "niezwykle hojna." "Asystenci sklepowi sprawiali że czuła się skrępowana i nie na miejscu." Z daleka od życia społeczeństwa, była pracoholiczką jak jej ojciec. "Leonard rzekł, że z szesnastu godzin jej życia Virginia przepracowała piętnaście w taki lub inny sposób." (John Lehmann)

Koledzy pisarze debatują nad ekstrawertyczną stroną jej charakteru. Elizabeth Bowen zanotowała, że "jej moc wzbudzania entuzjazmu była nadzwyczajna. I jej śmiech był czarujący. To był niezwykły śmiech, prawie dziecięcy. Okrzyki śmiechu, jeśli coś ją rozbawiło.

"...Była niezwykle nieprzyzwoita. Była diabelska. Mogła mówić o ludziach rzeczy, wszystkie w mgnieniu oka, które pozostawały tym samym. Przelotnie złośliwa, ale nie bezpośrednio okrutna."

Rosamond Lehmann potwierdza to wszystko: "Jej rozmowy były błyskotliwą mieszanką wspomnień, plotek, ekstrawaganckiej kapryśnej spekulacji i poważnych krytycznych dyskusji na temat książek i obrazów. Była złośliwa i lubiła się drażnić... sprawiała wrażenie rozedrganej w nerwowej ekscytacji, ducha balansującego w otchłani intensywności niemożliwego do podtrzymania bez upadku... Kochała żarty, opowiadała je bez żadnego decorum, i śmiała się z innych."

Jej pociąg do zabawy odzwierciedlał się w jej relacjach z dziećmi. Kochała je i uwielbiała ich towarzystwo. Jej przyszły biograf, Quentin Bell, w dzieciństwie wyczekiwał jej wizyt "bardziej niż czegokolwiek". "Virginia przychodzi - ale będziemy mieli zabawę". (Clive Bell)

Frances Marshall rzekła: "Kłótnie nie były jej mocną stroną, ale dzikie uogólnienia bazowały na słabych przesłankach i upiększały złożoną fantazję..."

W wywiadzie telewizyjnym w 1967 jej mąż powiedział:

"...sposób w jaki jej umysł pracował gdy była całkowicie przytomna. Po pierwsze, w rozmowie mogła zrobić to, co nazywam "odlotem". Nagle mogła zacząć mówić o czymś zupełnie zwykłym, wydarzeniu które widziała na ulicy lub czymś takim; i kiedy jej umysł wydawał się być całkowicie gdzie indziej gdy wygłaszała najbardziej fascynujące i zadziwiające opisy czegoś fantastycznego, całkiem inne niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić, które trwały może pięć czy dziesięć minut."

Młody Stephen Spender często bywał na nieformalnych kolacjach wydawanych przez Woolfów."W czasie rozrywki mogłaby, na początku wieczoru, być trochę nerwowa, zajęta serwowaniem drinków. Jej uścisk dłoni i uśmiech mogłyby być nieco szalone." Był zaskoczony, w latach trzydziestych, że często gotowała i podawała posiłki. Często paliła cygaro po kolacji. Mogła rozmawiać o literaturze, czasami o polityce, kiedy nagle milkła i pozwalała mówić mężczyznom. Kochała rozmowę o różnicach klasowych, i o Rodzinie Królewskiej, czasami aż do znudzenia, jak myślał Spender. Pomimo jej zainteresowań nie przyjmowała wyróżnień i nie przyjęła C.H. zaoferowanego w 1935.

Spender dostrzegał jej złośliwą stronę. Miała jednego lub dwóch przyjaciół których obsadzała w roli błaznów i o których opowiadała anegdoty - Ethel Smyth i Hugh Walpole byli nieustannymi obiektami plotek.

Obrazek wyłaniający się ze wspomnień jest niezwykle spójny. Wśród ludzi była rozmowną, ogromnie inteligentną, rozsądną i dowcipną kobietą. Z przyjaciółmi rozmowna, z żywą wyobraźnią, zabawna i chętna do plotek. Nawet w samotności mówiła. Jej nowa gosposia, która przybyła w 1934 r., była zaskoczona.

"Podłogi w Monks House były bardzo cienkie, i łazienka była bezpośrednio nad kuchnią i kiedy Pani Woolf brała kąpiel przed śniadaniem słyszałam jak do siebie mówiła. Chodziła i chodziła, mówiła, mówiła, mówiła: zadawała sobie pytania na które sobie odpowiadała. Myślałam, że musi tam być dwoje lub troje ludzi razem z nią... Zadziwiało mnie to porankami przez pewien czas."

Często była złośliwa. Najpierw nieśmiała w towarzystwie, skrępowana wobec obcych i tych spoza jej kręgu znajomych i klasy społecznej, była ciepła i uczuciowa wobec dzieci i jej bliskich. Czasami, będąc daleko dzięki swojej bujnej wyobraźni, miała trudności z odnalezieniem się w pracy, życiu i uczuciach kogoś innego. Charakterystyczne były przesłuchania dotyczące szczegółów życia, którym poddawała wszystkich napotkanych. Chciała znać wszystkie detale. "Wtedy co zrobiłaś, dokładnie, co zrobiłaś?", Elizabeth Bowen pamięta jej pytania, zadawane dorosłym i dzieciom, zmuszając ich do analizy swoich żyć i dostarczenia jej kopii.

Jej zamiłowanie do fantazji bywało drażniące. Jeśli ktoś monotonnie opisywał jej wakacje za granicą, wymyślała przygody które musiały się wydarzyć, które były bardziej i bardziej ekstrawaganckie i niecodzienne jak bardziej się rozwijały.

Jej przyjaciele widzieli odrobinę jej depresyjnej natury, prawdopodobnie dlatego że Leonard był czujny na wszystkie ostrzegające znaki i nalegał, żeby wycofała się z życia towarzyskiego natychmiast gdy tylko się pojawiały. Historia jej ataków sugeruje, że nawet gdy miała depresję mogła to ukrywać w towarzystwie.

W relacjach jej przyjaciół nie można znaleźć nic, co sugerowałoby dziwaczność, barierę w komunikacji, które pojawiałyby się w relacjach z ozdrowiałą schizofreniczką. Mogła być czasem nieuprzejma, nawet snobistyczna, ale nigdy nie doświadczyła najmniejszych problemów z komunikacją - dla porównania. Przyjaciele rozkoszowali się rozmową z nią i wiele myślało o niej jako o najbardziej rozsądnej rozmówczyni dokładnie wyrażającej swoje myśli.

Mistyczne doświadczenia nie były częścią jej towarzyskiej twarzy, ale miewała dziwne uczucie nierealności gdy była dzieckiem 1894, patrząc na kałużę w ogrodach Hyde Park. Przywołała je we wspomnieniach z 1940 r.: "wtedy bez powodu który mogłabym odkryć, wszystko stawało się nierealne; byłam zawieszona; nie mogłam przestąpić kałuży: starałam się coś dotknąć... cały świat stawał się nierealny." Wspomina kałużę w "Falach" i pisze w swoim pamiętniku o "pół-mistycznym bardzo głębokim życiu kobiety". Nie ma innego "normalnego" nadzwyczajnego doświadczenia w jej życiu; wszystkie inne psychologiczne symptomy związane są z czasem i naturą jej choroby.

Podsumowanie.

Przyjaciele Virginii Woolf znali ją jako uśmiechniętą, rozsądną, rozmowną kobietę, był to rodzaj osobowości często związany z psychozą maniakalno-depresyjną. Przyjaciele takich pacjentów mówią, że kiedy czują się dobrze nie można by podejrzewać, że są zdolni do depresji. Często taka osobowość jest opisywana jako hipomaniakalna - osoby które wydają się być o jeden drink przed towarzystwem bez pomocy alkoholu; żywiołowe, żartobliwe, z bujną wyobraźnią, zalotne, zbyt rozmowne. W latach od 1915 do jej śmierci jest to osobowość którą jej bliscy widzieli i zapamiętali.

Do góry

SAMOBÓJSTWO

28 marca, 1941, w wieku 59 lat, utopiła się w rzece Ouse, przy jej domu w Sussex. Dwa pożegnalne listy zostały odnalezione na kominku w jej domu, o podobnej treści; jeden z nich mógł być napisany dziesięć dni wcześniej i możliwe, że wtedy miała miejsce pierwsza nieudana próba; wróciła ze spaceru przemoczona do suchej nitki mówiąc, że upadła. Listy były adresowane od jej siostry Vanessy i jej męża Leonarda. Do niego napisała:

"To pewne, znowu ogarnia mnie szaleństwo. Czuję, że nie możemy przejść razem przez ten straszny czas. I tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy, i nie mogę się skoncentrować. Więc robię to, co wydaje się najbardziej odpowiednie. Dałeś mi całą możliwą radość. Byłeś tak bardzo, jak tylko ktokolwiek mógłby. Nie wierzę, by dwoje ludzi mogłoby być bardziej szczęśliwych, dopóki nie pojawiła się ta straszna choroba. Nie mogę już dłużej walczyć, wiem że psuję twoje życie, że beze mnie mógłbyś pracować. I będziesz, wiem. Widzisz, nawet nie potrafię tego poprawnie napisać. Nie mogę czytać. Co chcę powiedzieć, to to, że zawdzięczam ci całą radość mojego życia. Byłeś niewiarygodnie cierpliwy i niezwykle dobry. Chcę powiedzieć – wszyscy to wiedzą. Jeśli ktokolwiek mógłby mnie uratować, byłbyś to ty. Wszystko mnie opuściło prócz przekonania o twojej dobroci. Nie mogę dłużej psuć twojego życia.
Nie wierzę, by dwoje ludzi mogło być bardziej szczęśliwi niż my.
V."

Po napisaniu listów opuściła Monks House w Rodmell - jej dom - o 11.30, biorąc ze sobą kij z którym chodziła na spacery, przeszła przez podmokłe łąki do rzeki, gdzie obciążyła kieszenie płaszcza kamieniami.

Jej ciało zostało odnalezione dopiero 18 kwietnia przez dzieci w dole rzeki. Jej mąż zidentyfikował ciało, i zostało przeprowadzone dochodzenie następnego dnia w Newhaven. Werdykt, standardowa fraza tamtych czasów, brzmiał: "samobójstwo w stanie niepoczytalności". Jej ciało zostało poddane kremacji w Brighton 21 kwietnia, a prochy Leonard rozsypał pod parą wiązów w ogrodzie Monks House.

Jakie objawy i wydarzenia poprzedziły jej śmierć? Jak długo była przygnębiona? Jakieś czterdzieści lat temu, jej mąż, Leonard Woolf, opisał jej ostatni rok życia i samobójstwo w jednym z tomów jego autobiografii. Feministyczni krytycy byli sceptyczni co do jego motywów, ale to był pedantycznie dokładny mężczyzna który prowadził zwięzły, ale szczegółowy zapis swoich zajęć podczas małżeństwa. Jego sprawozdanie jest, delikatnie mówiąc, chronologicznie dokładne, jako że miał dostęp do tych pamiętników i dłuższych dzienników żony, obydwu pisanych w tym samym czasie. Opisuje - dokładnie podany czas jest typowy - "319 dni karkołomnej i poruszającej się powoli katastrofy" pomiędzy wysyłaniem próbek jej biografii Rogera Fry'a do drukarzy 13 maja 1940 i jej samobójstwem 28 marca 1941. Pisze też, że ostatnio była nieco chora - "utrata kontroli umysłu zaczęła się jedynie na miesiąc czy dwa przed jej samobójstwem". Przyznając się, że okres między kwietniem 1940 a styczniem 1941 był stresujący dla wszystkich, szczególnie w południowej Anglii, z nalotami i narastającą groźbą inwazji, Leonard myślał "była szczęśliwsza przez większość czasu, a jej umysł bardziej spokojny niż zwykle."

W maju i czerwcu 1940 rozmawiali z przyjaciółmi o tym, co by zrobili w razie niemieckiej inwazji. Nie mieli złudzeń co do sposobu w jaki aktywny politycznie Żyd i jego żona zostaliby potraktowani przez nazistów. "Zgodziliśmy się, że jeśli czas nadejdzie, zamkniemy się w garażu i popełnimy samobójstwo", Leonard napisał. W czerwcu, 1940, Adrian Stephen, jej brat psychoanalityk, dostarczył Woolfom śmiertelne dawki morfiny na wypadek inwazji. To była ich wspólna decyzja, nie konsekwencja depresji czy ponurych samobójczych myśli z jej strony. Nie użyła tej morfiny gdy zdecydowała się zakończyć swoje życie.

W lutym 1940 Virginia zachorowała na "influenzę" i spędziła trzy pierwsze tygodnie marca w łóżku. Takie ataki były pospolite w ciągu ostatnich dwudziestu lat jej życia. Trudno stwierdzić czy były to przeziębienia, zaostrzone przez bronchit, czy wywoływały je niewielkie wahania nastroju które były przezornie nadzorowane przez jej męża i lekarzy. W tym wypadku, czas spędzony w łóżku często jest nieproporcjonalny do diagnozy "influenzy". W innych wypadkach te symptomy występowały z przedłużającymi się bólami głowy które ją obezwładniały, i które, jeśli nie były leczone odpoczynkiem, mogły prowadzić do jawnych wahań nastroju.

Przez resztę roku była energiczna i produktywna; w listopadzie, 1940, pisała równocześnie trzy prace. Przed grudniem ukończyła pierwszą wersję swojej ostatniej powieści, "Między aktami". Jej listy z tego miesiąca często zawierają wzmianki o drżących dłoniach, i przed końcem roku pojawia się uwaga o depresji i auto-krytycyzmie gdy pisze do swojego przyjaciółki i lekarki Octavii Wilberforce: "Straciłam całą moc nad słowami, nic nie mogę z nimi zrobić." Konsekwencje wojny pojawiły się w ich domu; ich mieszkanie w Londynie i biznes na Mecklenburg Square zostało zbombardowane, i umeblowanie, wszystkie papiery i ich maszyna drukarska zostały przewiezione do domku na wsi, zostały posortowane i umieszczone w domu. Ale przed 1941 planowała przeczytać jeszcze raz całą angielską literaturę i wzięła udział w nowym projekcie. W lutym Elizabeth Bowem odwiedziła swoją przyjaciółkę pisarkę, nie znalazła ani śladu choroby i lata później wspominała przede wszystkim jej głośny śmiech.

Leonard Woolf zanotował pierwsze objawy "poważnego mentalnego niepokoju" 25 stycznia 1940, w jej urodziny, kiedy poprawiała "Między Aktami". Pisanie książki sprawiało jej przyjemność, skończyła ją pod koniec listopada poprzedniego roku i napisała wtedy: "Czuję triumf na myśl o tej książce... Cieszyłam się pisząc niemal każdą stronę." Kiedy dopadła ją jej końcowa depresja, idea książki stała się porażką ze względu na pewne podejrzenia, ale podczas poprawek strach narastał, aby minąć w dziesięć lub dwanaście dni.

Leonard zawsze podejmował natychmiastowe działania. "Przez lata przyzwyczaiłem się do obserwowania znaków zagrożenia w umyśle V; ostrzegawcze objawy pojawiają się powoli i są charakterystyczne; bóle głowy, bezsenność, niemożność koncentracji. Nauczyliśmy się, że załamań można uniknąć, jeśli natychmiastowo da się otoczyć kokonem spokoju gdy tylko pojawią się symptomy. Lecz tym razem nie było ostrzeżenia." Innym załamaniem, które zdawało się pojawić bez ostrzeżenia, było to w 1915 - najbardziej niebezpieczne i długie.

Pisarz John Lehmann, w owym czasie pracujący dla Woolfów w Hogarth Press, widział ją w tygodniach poprzedzających jej śmierć i otrzymał od niej list. Został poproszony o przeczytanie ostatecznej wersji "Między aktami", i wówczas Virginia była przekonana że książka jest nic niewarta. W swoich wspomnieniach Lehmann opisuje jej stan umysłu w marcu, 1941. "Stawałem się bardziej i bardziej pewien, że Virginia wyglądała na nadzwyczajnie spiętą i nerwową, jej ręce się trzęsły, pomimo że mówiła czysto i z opanowaniem." Przyniosła mu maszynopis "Między Aktami" i "Virginia natychmiast zaczęła, raczej mętnie, mówić, że to nie jest dobre, nie może zostać opublikowane, musi być zniszczone. Delikatnie, ale stanowczo Leonard skarcił ją i zaprzeczył jej słowom..."

W ciągu paru następnych dni Lehmann przeczytał powieść. "Pierwszą rzeczą jaka mi się rzuciła w oczy była czcionka - jej własna - i pisownia, bardziej ekscentryczna, nieregularna niż w jakimkolwiek jej maszynopisie jaki do tej pory widziałem. Każda strona była poznaczona poprawkami, w sposób który sugerował że jej ręka była pod wpływem wysokiego napięcia."

Lehmann otrzymał list od niej mówiący, że książka jest śmieszna i trywialna i nie może zostać opublikowana, z listem Leonarda w którym pisał że Virginia jest na skraju załamania. Oba były prawdopodobnie napisane w przededniu jej śmierci. "Zanim do mnie dotarły było po wszystkim... Byłem świadomy... podszewki smutku, melancholii, ogromnego strachu, ale głównie czułem istotę śmiechu i życia."

Innym świadkiem była jej lekarka, Octavia Wilberforce, spadkobierczyni Williama Wilberforce'a. W tym czasie prowadziła także farmę mleczną, i przez parę miesięcy Woolfowie zaopatrywali się u niej w masło i śmietanę, w owym czasie niedostępne. Odwiedzała Monks House często od stycznia 1941, ale formalna konsultacja miała miejsce dopiero 17 marca. Trzy dni wcześniej Virginia rozmawiała o jednej ze swoich krótkich historii z dr Wilberforce i powiedziała jej, że opowiadanie ukończyła "zdesperowana - smutna do granic możliwości".

Dr Wilberforce zdobywała doświadczenie jako lekarz na zastępstwie w Graylingwell Asylum przez miesiąc czy dwa, lecz jej wiedza psychiatryczna, podobnie jak wielu innych lekarzy w tym czasie, była elementarna, pomimo że czytała trochę Freuda. Na życzenie Leonarda zbadała Virginię 26 marca, dzień przed jej śmiercią. Lekarka chorowała na na grypę i wstała z łóżka tylko dla tej konsultacji. Virginia powiedziała, że to "nie było konieczne" i nie odpowiadała szczerze na jej pytania. Była generalnie oporna i zażądała obietnicy, że Octavia nie przepisze jej "kuracji odpoczynkowej" - czyli nie zostanie oddana do szpitala psychiatrycznego - przed badaniem lekarskim.

Octavia Wilberforce, w listach pisanych w ciągu następnych kilku dni jest oczywiście zaskoczona jej samobójstwem. Zadzwoniła do przyjaciela lekarza po pociechę. 28 napisała: "Ściga mnie V i moja własna porażka". Odwiedziła Leonarda, który jej powiedział że gdy się żenił nie wiedział nic o jej schorzeniu. Powiedział jej, że to jest wyleczalne, o wielu opiniach których zasięgnęli, i o wesołej naturze Virginii. 29 odwiedziła go ponownie, kiedy jej powiedział że po wizycie 26 Virgnia wydawała się uśmiechnięta i całkiem inna.

Ale już wcześniej była przygnębiona, i nie tylko przez dziesięć czy dwanaście dni, jak zanotował jej mąż. W dzienniku z 8 marca czytamy: "Zaznaczyłam sentencję Henry'ego Jamesa: Obserwuj nieustannie. Obserwuj upływające lata. Obserwuj chciwość. Obserwuj mój upadek ducha. Wobec tego wszystko wydaje się trwałe."

Niezależnie od tego, jak długo to trwało, Leonard poważnie się martwił Virginią przed 17 marca. Umiała się kryć. Nawet po tej dacie pisała zrozumiałe i pogodne listy do przyjaciół. Prawdopodobnie usiłowała utrzymać w tajemnicy przed lekarzami i mężem swoją depresję i samobójcze myśli. Dr Wilbeforce widziała ją wcześniej, 22 marca. Virginia chciała porozmawiać z nią o jej krewnych - kuzynach Octavii - chcąc ją opisać. W tym czasie była zajęta swoimi przodkami, szczególnie ojcem. Dr Octavia usiłowała nią wstrząsnąć, mówiąc, że jest dla siebie największym wrogiem. Pisała później: "Myślałam że ta cała sprawa z rodziną to nonsens, krew jest gęstsza od wody i tego typu brednie. Zaskoczyłam ją." Jest jasne, że lekarka nie miała pojęcia o nadchodzącym samobójstwie. Leonard nie poinformował jej o szczegółach historii żony, szczególnie o próbach samobójczych które miały miejsce w przeszłości ani o ich poważnej naturze.

Niektórzy krytycy uważali, że wśród przyczyn samobójstwa były doświadczenia wojny i groźba inwazji. Bezpośrednio po jej śmierci Leonard i Octavia Wilberforce uznali, że wojna przypomniała jej o jej chorobie z pierwszej wojny światowej. Bieżące wydarzenia zwróciły jej myśli ku śmierci, ale nie ku samobójstwie. Na sześć miesięcy przed jej śmiercią, 2 października 1940, zastanawiała się w dzienniku, podczas nalotu, jak by to było umrzeć natychmiast. "Powinnam myśleć - och, chciałam jeszcze dziesięć lat - nie to..."

Zapisywała swoje poglądy na samobójstwo gdy była w dobrym zdrowiu, gdy miała trzydzieści lat, w swojej korespondencji w kompozytorką Ethel Smyth, jedną ze swoich przyjaciółek którą wtajemniczyła w swoją historię choroby. 30 października 1930 napisała:

"Przy okazji, jakie są argumenty przeciwko samobójstwu? Wiesz jaka trzpiotka ze mnie; nagle w mgnieniu oka nadchodzi poczucie kompletnej bezcelowości mojego życia. To jak uderzyć głową w mur na końcu ślepej uliczki. Więc jakie są argumenty przeciwko takiemu poczuciu - 'Och, byłoby lepiej to zakończyć'? Nie muszę mówić, że nie mam zamiaru podejmować żadnych kroków: po prostu chcę wiedzieć... Jakie są argumenty przeciwko?"

Sześć miesięcy później, 29 marca 1931, powraca do tematu:

"Dlaczego czuję się sponiewierana po przyjęciu? Byłoby wspaniale zobaczyć, jak wiele możesz sama znieść, z Twoją intuicją, różnych stanów świadomości które doprowadziły mnie do tego, że wracając do domu powiedziałam do L.: - 'Jeśli by cię tu nie było, zabiłabym się - tak bardzo cierpię.'"

Parę dni później usłyszała jak Beatrice Webb mówiła o samobójstwie, i 8 kwietnia napisała do niej:

"Chciałam ci to powiedzieć, ale zbyt się wstydziłam, jak bardzo ucieszyły mnie twoje poglądy na możliwe usprawiedliwienie samobójstwa. Jako że sama próbowałam, i miałam naprawdę dobre motywy jak mi się wydawało - nie być ciężarem dla swojego męża - konwencjonalne oskarżenia o tchórzostwo i grzech zawsze sprawiały mi ból."

Samobójstwo było zawsze interesującym tematem, i mogła traktować go z chłodną obiektywnością gdy czuła się dobrze, pomimo że pozwalała sobie myśleć że jej próba samobójcza była uzasadniona i altruistyczna. Co do śmierci, jej okres dojrzewania był wypełniony śmiercią rodziców i rodzeństwa, dlatego przez resztę swojego życia czuła obecność śmierci, i ich pamięć, tak mocna jak ta o żyjących, czasami zaburzała jej poczucie rzeczywistości przez wyraźność przeszłości.

Z tego względu dokładna diagnoza jej ostatniej choroby jest możliwa. Z samego listu pożegnalnego większość psychiatrów mogłaby wywnioskować diagnozę poważnej depresji. Pisze, że jest nie tylko przygnębiona, ale znowu "szaleje"; zaczyna słyszeć głosy. Nie może się skoncentrować, czytać ani pisać. Wini siebie, wierząc, że psuje mężowi życie. Czuje się beznadziejna, nie może tak dłużej żyć. Wierzy, że samobójstwo jest najlepszym rozwiązaniem. Wspomnienia Lehmanna pokazuje, że jej samokrytycyzm był często nieusprawiedliwiony, na przykład jej zła opinia o powieści o której myślała tak dobrze kilka miesięcy wcześniej. Zapewnienia o jej książce i wyzdrowieniu były częste i daremne. Podczas badania Dr Wilberforce dzień przed śmiercią odmówiła początkowo rozmowy o swoich objawach ani nie chciała przyznać, że dzieje się coś złego. Każdy z tych symptomów to typowy objaw poważnej depresji. Jedyną nietypową rzeczą jest przyznanie się w listach, że jest chora - że zaczyna szaleć i cierpi na "poważną chorobę".

Z tym dobrze udokumentowanym i ostatecznie przykrym epizodem w pamięci, będzie łatwiej prześledzić długą i skomplikowaną historię jej ataków, zarówno poważnych jak i lżejszych.

Do góry

W ODMĘTACH BRUTALNEGO MORZA

ATAKI

W styczniu 1924 Woolf pisała swój dziennik w Hogarth House - we "własnym pokoju". Wraz z mężem mieli zamiar przeprowadzić się na Tavistock Square, i ona wspomina wszystko, co zaszło w jej pokoju przez lata. Wstęp kończy refleksją:

"PS Miałam parę ciekawych wizji w tym pokoju, leżąc w łóżku, szalona, obserwując promienie słońca drgające jak złota woda, na ścianie. Słyszałam tutaj głosy zmarłych. I czułam się, przez to wszystko, doskonale szczęśliwa."

Doświadczyła wielu wahań nastroju w swoim życiu, i wiele z opisów pozostawionych przez nią i jej męża wyraźnie opisują jej schorzenie jako euforię (manię) tak często jak depresję. Leonard, na przykład, pisze w swojej autobiografii:

"Były momenty w czasie choroby, szczególnie w drugim stadium ekscytacji, gdy można ją było nazwać "furiatką" i jej myśli i słowa stawały się kompletnie nieskoordynowane, nie miała żadnego kontaktu z rzeczywistością. Z wyjątkiem tych okresów, pozostała, nawet w największym szaleństwie, przeraźliwie przytomna w trzech czwartych umysłu. Chodzi o to, że jej szaleństwo było w jej przekonaniach, jej wierze. Wierzyła na przykład, że nie była chora, że symptomy były adekwatne do jej "win";.... i jej siła w obronie fałszywych przekonań była ogromna. Usiłowania dyskusji były bezużyteczne..."

Pierwsza część tej relacji dotyczy euforii - "stadium ekscytacji". Głównym symptomem tego stanu była poważna euforia - mania - była eskalacją nastroju, przymusem mówienia i wymyślania idei. W drugiej części obserwujemy brak intuicji w ciężkiej depresji, pacjentka jest przekonana że nie jest chora, że można ją winić za jej stan i że nie mogą jej pomóc mąż i doktorzy. Oba stadia są charakterystyczne. Przed samobójstwem, objawy powróciły, wraz z przekonaniem że jej ostatnia powieść była beznadziejna, pogląd którego nie wyznawała do momentu ukończenia. Leonard, ponownie, pisze o niej podczas 1915 ataku:

"Mówiła niemal bez ustanku przez 2 lub 3 dni, nie zwracając uwagi na innych w pokoju. Do tego dnia wszystko co powiedziała było spójne, zdania coś znaczyły, mimo że było to niemal całkowicie szalone. I nagle wszystko stawało się nielogiczną stertą pozbawionych związku słów." To opis jak z podręcznika o przymusie mówienia i gonitwie myśli.

Piętnaście lat później napisała "Panią Dalloway" i umieściła w swojej fikcji psychicznie chorych. Pisała w liście: "To był temat który trzymałam w chłodni umysłu do czasu, aż poczułam że mogę go dotknąć bez spalania się w jego płomieniu. Nie możesz wiedzieć jaki to jest wciąż dla mnie ogromny piec - szaleństwo, lekarze i bycie zmuszaną. Ale zmieńmy temat." Tutaj i gdzie indziej nieustannie używa porównania do ognia by opisać swoją chorobę.

W tym i innych listach do Ethel Smyth, kompozytorki, wyznała więcej o swoich dolegliwościach z 1915 niż komukolwiek wcześniej. W czerwcu 1930 pisze:

"I wtedy wyszłam za mąż, a mój umysł poszybował w górę w deszczu fajerwerków. Szaleństwo jest wspaniałym doświadczeniem, zapewniam Cię, wartym zachodu; i w jego lawie wciąż znajduję większość rzeczy o których piszę. Wyciągam z tego wszystko uformowane, ukończone, nie jakieś zwyczajne drobiazgi otrzymywane ze świętości. I te sześć miesięcy - nie trzy - które przeleżałam w łóżku nauczyły mnie dużo o samej sobie. W rzeczywistości byłam niemal kaleką gdy wróciłam do świata, nie mogłam ruszyć nogą z przerażenia po tej dyscyplinie. Pomyśl - ani chwili wolności od reżimu lekarzy - dziwni - konwencjonalni mężczyźni; 'Nie powinnaś tego czytać' i 'Nie możesz napisać ani słowa' i 'Powinnaś ciągle leżeć i pić mleko' - przez sześć miesięcy. Wystarczy."

Mimo to powróciła do tematu następnego miesiąca, pisząc ponownie do Ethel Smyth: "...to już 10 lat odkąd widziałam twarze, i pięć odkąd leżałam jak kamienny posąg, niema jak róża (nie, powinno być niewidoma, ale piszę w pośpiechu)." W październiku podaje więcej szczegółów:

"Chorowałam i cierpiałam na każdą formę i rodzaj koszmaru i ekstrawagancką intensywność percepcji - której używałam do tworzenia poematów, opowiadań, głębokich i dla mnie inspirujących fraz jak leżałam w łóżku, i naszkicowałam myślę wszystko, co teraz, przy świetle rozumu, staram się umieścić w prozie (myślałam wtedy o "Do latarni morskiej", i o Kew, i innych nie w konkrecie a w idei) - po tym wszystkim, gdy doszłam do tego, byłam tak zaniepokojona o moje własne szaleństwo że napisałam "Noc i dzień" głównie by udowodnić ku swojej własnej satysfakcji że mogę się trzymać z daleka od tego niebezpiecznego gruntu. Pisałam, leżąc w łóżku, mając zezwolenie na pisanie pół godziny dziennie... to uspokajało mój umysł."

Te opisy dają wyraźny opis jej najdłuższego i najpoważniejszego ataku. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni. Zaczęły się wcześnie, gdy miała tylko trzynaście lat. Miała kolejne, w wieku piętnastu, dwudziestu dwóch, dwudziestu czterech, dwudziestu ośmiu i trzydziestu lat. Gdy miała trzydzieści jeden doświadczyła innego, poważnego, który trwał dziewięć miesięcy w ciągu których usiłowała popełnić samobójstwo, i w 1915, w wieku trzydziestu trzech lat, miała kolejny tak samo poważny atak który także trwał dziewięć miesięcy. Słabsze i mocniejsze ataki nękały ją przez resztę jej życia.

Jej pierwsze załamanie, trwające pół roku, było 1895, gdy miała trzynaście lat. Jej matka zmarła 5 maja. Między 1895 a 1897, Quentin Bell pisał, straciła pęd do pisania, ale gorączkowo i nieustannie czytała. Weszła w okres morderczego autokrytycyzmu, winiła siebie za próżność i egoizm, porównywała się do Vanessy - które to porównanie wychodziło zawsze na jej niekorzyść - i była bardzo drażliwa.

Prowadziła pamiętnik przez sześć miesięcy w pierwszej połowie 1987, przez resztę roku pisała sporadycznie; do końca życia pisała dzienniki. Przez lata pisała długie i regularne wpisy, z wyjątkiem chwil gdy podupadała na zdrowiu. We wrześniu tego pierwszego pamiętnika, który ostatnio opublikowano, widzimy znaki przygnębienia i skupienia na śmierci. Jej lekcje zostały zawieszone w listopadzie 1986 i zaczęte ponownie z pozwoleniem Dr Setona w lutym 1897. Pod koniec 1896 jej ojciec napisał: "Mam nadzieję, wciąż mam, z drżeniem, że jest odrobinę lepiej." Pomimo troski o jej zdrowie czytała wiele książek z biblioteki ojca. "Drogie, łakome dziecko", mawiał.

W kwietniu 1897 roku, pomiędzy zapaleniem otrzewnej i śmiercią siostry przyrodniej Stelli, Virginia doświadczyła serii zdarzeń; parę mogła sobie wyobrazić lub wyolbrzymić. Obawiała się każdej podróży. 9 maja Dr Seton ponownie wstrzymał jej lekcje i przepisał mleko, ćwiczenia i leki. Gdy Stella, zamężna i w ciąży, zachorowała, Virginia zaczęła się "kokosić", był to termin rodziny Stephenów na najbardziej nerwowe zachowania. Wyglądało na to, że ze śmiercią Stelli w lipcu 1897 dobrze sobie radziła.

Jej ojciec zmarł 22 lutego 1904, Virginia miała wtedy 22 lata. Z początku nikt nie podejrzewał u niej kolejnego załamania. Okazała umiarkowany żal i smutek. Sześć dni po śmierci napisała w liście:

"Straszną rzeczą jest, że nigdy nie zrobiłam dla niego nic więcej przez te wszystkie lata. Był tak często samotny, i ja nigdy mu nie pomogłam, nawet jeśli byłam w stanie. To jest teraz najgorsze."

Miesiąc po odejściu ojca wyjechała na wakacje do Pembrokeshire, i w kwietniu do Wenecji, wracając przez Paryż w pierwszym tygodniu maja 1904. Jej listy pisane zza granicy były normalne i pogodne. Miesiąc później zachorowała. W jej korespondencji jest luka od maja do września, z wyjątkiem paru niespokojnych i chaotycznych listów w czerwcu. 24 czerwca 1904 została wysłana przez Dr Savage do domu opieki w Twickenham. List wysłany stamtąd jest zaskakująco normalny i radosny. Pojedynczy list z czerwca do Vanessy wytyka świętoszkowatość personelu. "Zawsze się zastanawiają jakie są Boże zamiary. Religijny umysł jest zadziwiający."

Szczegóły symptomów wówczas występujących są szczątkowe. Quentin Bell pisze, że "całe lato była szalona". Jego relacja jest prawdopodobnie oparta na ustnych przekazach rodzinnych. Pisze, że nie wierzyła siostrze Vanessie, że jej żałoba stała się "maniakalna" i że jej trzy pielęgniarki były według niej diabłami. Słyszała głosy nawołujące ją do głupich działań, wierzyła że to skutek przejedzenia i że musi się głodzić. Violet Dickinson zabrała Virginię do swojego domu w Burnham Wood, gdzie Stephen rzuciła się z okna, ale nie odniosła większych obrażeń. Bell pisze, że leżała w łóżku słuchając ptaków śpiewających po grecku i wyobrażając sobie Króla Edwarda VII skrytego w azaliach i mówiącego sprośności. Byłoby trudno uznać, że nie była wtedy obłąkana.

Dochodziła do siebie we wrześniu w Kornwalii. Listy stały się częstsze, i wyglądało na to że powoli stawała się sobą. Napisała do Violet Dickinson 22 września: "Myślę, że wtedy naprawdę krew ponownie dopływa do mojego mózgu. To dziwne uczucie, jakby martwa część mnie wracała do życia. Nie mogę ci powiedzieć jak jest to upajające - i nie dbam jak dużo muszę zjeść by to podtrzymać. Wszystkie głosy które słyszałam, mówiące mi te dziwne rzeczy, zniknęły - i Nessa mówi że zawsze były tylko w mojej głowie." Nawet w okresie rekonwalescencji nie odzyskała spojrzenia z dystansu na swoje słuchowe omamy.

Cztery dni później: "...jeśli istnieje Bóg, powinnam mu dziękować za wyratowanie mnie całej i zdrowej z męki ostatnich sześciu miesięcy! Nie zdajesz sobie sprawy, jaką doskonałą radością jest teraz każda minuta mojego życia, i moją jedyną modlitwą jest dożyć do 70." Nie miała tyle szczęścia.

30 września 1904: "Tęsknię do pracy. Wiem, że umiem pisać, i jednego dnia zamierzam napisać dobrą książkę." To poświadcza, że w późniejszych latach pomysły na książki pojawiały się w czasie choroby.

W październiku zamierzała zamieszkać z ciotką w Cabridge. 24 pisze: "Mało śpię. Poza tym, czuję się bardzo dobrze." Jest krytyczna wobec "tego krótkowzrocznego tyrana Savage" i wobec doktorów w ogólności: "Nigdy nie uwierzę, i nigdy nie wierzyłam, w żadne słowo lekarza - poznałam ich absolutną bezsilność w czasie choroby ojca. Mogą zgadywać, co jest przyczyną, ale nigdy im się to ni udaje." Wspominając 10 maja, na początku listopada pisze: "Ledwo zdawałam sobie sprawę z tego co robiłam czy mówiłam." Jej listy są radosne i nieco agresywne; często wspomina gniew i drażliwość.

Czuła się wystarczająco dobrze by asystować Maitlandowi, biografowi jej ojca, w wybieraniu papierów które mogły być użyteczne. Przed końcem roku, z powrotem w Londynie, zaczęła pisać artykuły i uczyć angielskiego i historii w Morley college. Pierwszy raz publikowała w grudniu 1904, i parę razy na początku 1905. Ostrożny Dr Savage zwolnił ją z leczenia. W następnym miesiącu wzięła udział razem z przyjaciółmi w sławnym "Dreadnought hoax", w którym udawali zagranicznych potentatów i zostali przyjęci i zabawiani przez oficerów marynarki na pokładzie HMS Dreadnought. Dowcip się udał i gdy później wyjawili prawdę, wybuchł skandal.

W 1906 Virginię dotknęła czwarta i ostatnia wielka strata, która naznaczyła jej świt dorosłości. Doszukiwała się przy czym, zapomniawszy że w tamtych dniach, dniach wielodzietnych rodzin, chorób zakaźnych i braku antybiotyków, niektóre z rodzin nie doświadczały tego typu tragedii. Jej brat Thoby Stephen zmarł na tyfus po podróży do Konstantynopola. Strata nie zaowocowała załamaniem nerwowym. Jej następny atak, których szczegółów nie znamy, nastąpił w 1910, gdy miała 28 lat. W marcu tego roku musiała leżeć w łóżku ze względu na ból głowy, i ponownie został wezwany Dr Savage. Jej zdrowie pozostawało niepewne aż do lata, 21 czerwca Vanessa konsultowała się z lekarzem w sprawie siostry. Pod koniec czerwca została wysłana do domu opieki Panny Thomson w Twickenham na kurację odpoczynkiem i pozostała tam przez sześć tygodni, do 10 sierpnia.

Podobny epizod miał miejsce 1912. Leonard Woolf oświadczył się jej 11 stycznia. W następnych tygodniach źle się czuła. 7 lutego 1912 napisała w liście: "To był dotyk mojej choroby, wiesz. Spędziłam tydzień w łóżku, ale już przeszło, z wyjątkiem niesamowitych snów... Savage każe mi spędzić dwa tygodnie w łóżku, jako że nie mogę spać. To niedorzeczne." Z powrotem została wysłana do przybytku Panny Thomson 16 lutego, i wróciła do Asham na resztę kuracji do 29 lutego. 9 marca skonsultowała się z "psychologiem" Dr Wrightem. Jej listy z marca i kwietnia mają lekceważący ton. W marcu pisze do Leonarda: "Opowiem ci wspaniałe historie o lunatykach." Mówi, że spędziła "dziwne dwa tygodnie" w łóżku i że "wybiła sobie z głowy pigułki nasenne." W kwietniu żartuje niesmacznie o katastrofie Titanica.

Miesiąc później 29 maja zgadza się wyjść z Leonarda Woolfa. Niektóre z symptomów się utrzymywały; w czerwcu spędziła trochę czasu w łóżku przed wakacjami na wybrzeżu. Wyszła za Woolfa 10 sierpnia. Rygorystyczny miesiąc miodowy i problemy z życiem seksualnym będziemy opisywać gdzie indziej. Po powrocie, okresy bólów głowy i złego samopoczucia utrzymywały się do grudnia.

Do góry

ATAKI 2

1913-1914: Poważny atak i próba samobójcza


Na początku 1913 roku Virginia - już Woolf - ukończyła swoją pierwszą powieść, "Podróż w świat". Jej nowy mąż już się domyślał roli opiekuna i pielęgniarza, jaką miał odgrywać w ich małżeństwie. W styczniu skonsultował się z doktorami Craigiem i Hyslopem Savage'ami i ich główną pielęgniarką Jean Thomas. W poprzednim roku, przed i po ich ślubie doświadczył jej problemów ze zdrowiem i niestabilności, i chciał poznać jej historię. Pragnął wiedzieć, czy będą mogli mieć dzieci. Większość odradzała. Leonard zaakceptował to i przekonał żonę, by się zgodziła. W czerwcu rozpoczął się znacznie bardziej poważny atak; trwał dziewięć miesięcy.

W środku marca Virginia złożyła wizytę wydawcom Duckworthom - będących jej krewnymi - żeby się oficjalnie dowiedzieć, że jej powieść zostanie opublikowana. Mogła się martwić, jak zostanie przyjęta. W lipcu spędziła wakacje z Leonardem w Lake District. W hotelu Lodore źle się poczuła i miała poważne problemy ze wstaniem z łóżka przez dwa dni. Gdy wrócili do Londynu skonsultowali się z sir Georgem Savagem, który ją prowadził od 1904 roku. Jej siostra Vanessa napisała, że doradził "to samo, co zwykle, odpoczynek", i zasugerowała powrót do domu panny Jean Thomas w Twickenham, obiecując potem parę dni w Kornwalii, by jej to wynagrodzić.

Virginia została przekonana do powrotu do Twickenham i przebywała tam od 25 lipca do 11 sierpnia 1913. W tym czasie Leonard już prowadził notatki w kieszonkowym dzienniku, w których nosili kryptonimy Tamil i Sinhalese. Pojedyncze słowa typu "smutna" i "uśmiechnięta" często występują w tym czasie. Przyjmowała Veronal - środek nasenny.

Następny tydzień spędziła w Asham, domu w South Downs który wynajęła razem z siostrą parę lat wcześniej, gdzie jej zdrowie pogorszyło się. 22 sierpnia Vanessa zanotowała: "Z V wydaje mi się jest całkiem źle. Martwi się nieustannie, a jeśli jeden problem rozwiążemy, zaraz znajdzie kolejny. Kiedy indziej wierzy w ludzi." Savage ponownie ją zbadał i rozproszył troskę Leonarda. Roger Fry, którego żona była chora psychicznie, zasugerował, żeby zasięgnęli opinii neurologa Henry'ego Heada. Head stwierdził, że mogą jechać na wakacje, i 23 sierpnia Woolfowie pojechali do Plough Inn, w Holford w Somerset, gdzie spędzili początek miesiąca miodowego. Leonard raportował wahania nastroju - "złe poranki i dobre wieczory, zwidy za dnia i spokojne noce, złe noce i pogodne dnie; ale zmartwienia, urojenia, kłótnie o jedzenie, zapotrzebowanie na środki nasenne, wzrosły." Coraz bardziej zaniepokojony, telegrafował do ich przyjaciółki Ka Cox żeby do nich dołączyła; przybyła następnego dnia, 1 września. Pomimo tego stan Virginii się nie poprawiał i towarzystwo wróciło do Londynu po sześciu dniach. Woolf bała się, że wypadnie z jadącego pociągu. Quentin Bell podaje występujące wówczas objawy, które prawdopodobnie opisali mu członkowie rodziny.

"Myślała że ludzie się z niej śmiali; była przyczyną wszystkich problemów; czuła się przytłoczona winą za którą powinna być ukarana. Była przekonana, że jej ciało jest w pewien sposób potworne, wstrętne usta i brzuch żądały jedzenia - odpychająca kwestia, która musi zostać wydalona w okropny sposób; jedynym sposobem było zaprzestanie jedzenia. Materialne przyczyny oznaczały złowieszcze i nieprzewidywalne aspekty, ohydne i przerażające lub - czasami - niewiarygodnie piękne."

W Londynie poszukiwali wciąż innej opinii medycznej. Liczba i zróżnicowanie jej lekarzy przez lata była tak ogromna, że w szczegółach zajmiemy się nimi później. Skonsultowali się z Dr Maurice Wright. Stwierdził, że muszą zaakceptować fakt, że Virginia jest chora. Wrócili tego samego dnia do Dr Henry'ego Heada, który powtórzył tę radę. Osiągnęli stadium, w którym pacjent nie chce przyjąć do wiadomości że jest chory, niezależnie od tego czy tłumaczą mu to lekarze, czy rodzina. Jedynym wyjściem, jeśli wymagała leczenia i obrony przed sobą, byłoby przymusowe umieszczenie w szpitalu. Była przekonana, co jest charakterystyczne, że jej stan jest jej winą, nie chorobą, i że nikt jej nie może pomóc. Jej rodzina i doktorzy bezskutecznie próbowali przekonać ją, że powinna oddać się pod opiekę pielęgniarek w domu opieki. To był impas, znany wszystkim psychiatrom i rodzinom pacjentów z depresją, z przeszłością z próbami samobójczymi.

Wczesnym wieczorem Leonard opuścił pokoje Adriana Stephena na Brunswick Square, gdzie mieszkali, żeby zobaczyć się z Sir Georgem Savagem i go przeprosić za szukanie innych lekarzy bez jego przyzwolenia. Gdy był u niego, zatelefonowano, że Virginia jest nieprzytomna. Wzięła 100 gramów Veronalu - uważane za śmiertelną dawkę.

Szczęściem Geoffrey Keynes, wówczas chirurg w szpitalu Barts (St Bartholomews Hospital), później wybitny lekarz, wynajmował mieszkanie nad nimi. Pośpieszył do pobliskiego szpitala na płukanie żołądka, dzięki czemu uratował życie Virginii. Towarzyszył jej całą noc, razem z Headem i pielęgniarkami. O godzinie 1.30 był kryzys; przed 9 była już bezpieczna.

W ciężkiej depresji często pojawia się chwilowa poprawa po próbie samobójczej; w tym wypadku nie nastąpiła żadna. Następnego dnia, 10, Ka Cox napisała że z Virginią było "bardzo źle", i że wszystkie objawy się utrzymywały. George Duckwroth zaoferował Woolfom dom na Dalingridge Place, niedaleko East Grinstead, gdzie był dom opieki w którym miała być leczona. Alternatywą miał być szpital. Dziennik Leonarda pokazuje, że symptomy się zmieniały z dnia na dzień - opisywał, że na przemian była niespokojna i przygnębiona z dniami wielkiej ekscytacji i niechęci do jedzenia. Przyjmowała aspirynę i silny środek uspokajający o okropnym zapachu, paraldehyd. Zamieszkała u Duckworthów 20 września 1913. 30 września Leonard tajemniczo zanotował, że mu się "zwierzyła". Później, że "V. była agresywna" w nocy. Nie wiemy, co się dokładnie wydarzyło.

Sytuacja Leonarda była trudna. Żonaty od roku, odkrył że małżonka ma tendencje samobójcze i jest chora psychicznie. Możliwe, że nie został wystarczająco ostrzeżony o jej historii zarówno przez nią, jak i przez jej rodzinę. Nie robili z tego sekretu, lecz o tym żartowali czyniąc rzecz mniej poważną niż była. "Koza", jak jej rodzeństwo ją nazywało, zawsze była "szalona". W ciągu następnych dwóch lat Leonard miał powody do obaw, że jego żona może być stale obłąkana. Przed 1914 cierpiał na bóle głowy. Przyjaciele namawiali go, aby zrobił przerwę w nieustającym czuwaniu i przekonali go, by wziął dziesięć dni wolnego w marcu 1914.

Podczas tego załamania Virginią zajmował się Dr Maurice Craig. Od 18 listopada do sierpnia 1914 - z różnych powodów obfitujący w wydarzenia miesiąc - Virginia Woolf przebywała w Asham House, zawsze pod opieką dwóch pielęgniarek. W marcu jej stan poprawił się na tyle, że Craig zezwolił jej spędzić w Kornwalii wakacje z rodziną, w miejscu szczęśliwych wspomnień z dzieciństwa. Nawet tam utrzymywały się wahania nastrojów, z trudem jadła i bała się obcych. Postęp był powolny.

W styczniu 1914 mogła już czytać i pisać listy - lecz ta aktywność była surowo ograniczona. Niektóre pielęgniarki zostały odesłane, i przed wiosną została już tylko jedna. Leonard pozostawał oddany i kochający. Zawarli w swoim intymnym zwierzęcym języku kontrakt, w którym ona obiecuje odpoczywać pod jego nieobecność między 16 a 18 sierpnia 1914, zachowywać dietę i spać. Na tym jej leczenie - na tzw reżimie Weir Mitchell - było oparte.

Podczas tych ataków nie miesiączkowała. Przez 10 lat po jej próbie samobójczej Leonard prowadził notatki z jej menstruacji, nadzwyczajne zajęcie dla męża z okresu edwardiańskiego. W 1913 była 98 przerwa - od 6 sierpnia do 12 listopada - kiedy ważyła najmniej w swoim życiu. Trzy tygodnie po próbie samobójczej ważyła 54kg. Przytyła 6kg w styczniu 1913 i schudła 18 przed końcem 1915; w ciągu dwóch lat przytyła 20kg. Brak miesiączki nie jest niczym dziwnym w depresji i przy gwałtownej utracie wagi; kolejne kilogramy na plus pokazują entuzjazm i rygor, z jakim reżim Weir Mitchell był stosowany.

Od wiosny 1914 powoli zdrowiała, traktując jako terapię pracy ograniczone pisanie i czytanie. Przed ogłoszeniem wojny, w sierpniu, czuła się dobrze. Para spędziła udane wakacje w Cheviot Hills w sierpniu i na początku września Virginia była zdrowa. Była w stanie świętować swoją wygraną z chorobą, co do której niektórzy obawiali się, że ją pokona. Miała 33 lata.

Do góry

1915: Nawrót

Poprawa była tymczasowa. Wznowiła pisanie dziennika na początku 1915. Wpisy kończą się po 15 lutego, sygnalizując początek najbardziej poważnego ataku w jej życiu. Ponownie trwał dziewięć miesięcy i przyniósł zagrożenie trwałego obłąkania.

Była umówiona u dentysty 17 lutego, i wybrała się z Leonardem sprawdzić jak idą sprawy maszyny drukarskiej. Następnego dnia bolała ją głowa i źle spała, zaczęły się pokazywać oznaki niepokoju psychologicznego. Narzekała na "nieustający ból".

Porankiem 23 lutego nagle zaczęła się zachowywać chaotycznie. Atak trwał dwa dni, i częściowo wyzdrowiała na tydzień. Leonard wspominał: "Jednego poranka jadła śniadanie w łóżku, a ja siedziałem obok niego mówiąc do niej - to był początek drugiej długiej fazy kompletnego załamania nerwowego." W innej części jego autobiografii pisze: "Mówiła niemal bez ustanku przez 2 lub 3 dni, nie zwracając uwagi na innych w pokoju. Do tego dnia wszystko co powiedziała było spójne, zdania coś znaczyły, mimo że było to niemal całkowicie szalone. I nagle wszystko stawało się nielogiczną stertą pozbawionych związku słów."

Porównajmy opisy manii lekarzy Virginii, zamieszczone przez Leonarda w 1916 w notatniku. "Ci pacjenci są ciągle w ruchu i nigdy nie odpoczywają; mogą śpiewać, tańczyć, śmiać się lub krzyczeć nieustannie. Mowa jest bardzo chaotyczna..." "Kojarzenie myśli jest bardziej aktywne niż w normalnych warunkach, dlatego że pacjent jest chaotyczny i nie może znaleźć słów wystarczająco szybko by wyrazić swoje myśli. Ostry maniak może rymować, albo jego myśli mogą być sugerowane obiektami dookoła niego. Pacjenci są na ogół bardzo impulsywni i destruktywni, czasami mogą być agresywni.

Delikatna wzmianka o jej dekoncentracji i gonitwie myśli znajduje się w liście pisanym do Leonarda podczas rekonwalescencji w roku 1912.

"Opowiem ci wspaniałe historie o lunatykach. Przy okazji, wybrali mnie Królem. Nie mam co do tego wątpliwości. Zwołałam konklawe, i proklamowałam chrześcijaństwo. Miałam inne przygody i trochę nieszczęść, owoce wielkiej namiętności i dociekliwego usposobienia. Unikałam zarówno miłości i nienawiści. Teraz czuję wszystko wyraźnie, spokojnie, i poruszam się powoli, jak jedno z wielkich zwierząt w zoo. Tkanie jest ratowaniem życia... Muszę wyjść i to nadać. Mam 5 funtów, które zamierzam wydać na czekoladki i leki nasenne, jeśli sklepy są czynne, i uciec molestowaniu. Nie powinnam chcieć leków nasennych - w żadnym wypadku."

Niektóre z dziwnych zwrotów mogą być uznane za żarty, ale, jak mówi Quentin Bell, ma "crazy ring". Wiele z dziwactw bierze się ze skoków myśli, wyrażonych w niezwyczajnie krótkich zdaniach.

Można określić jej nastrój w 1915 bezpośrednio z listu napisanego 25 lutego do przyjaciela rodziny: "Jak wspaniale rzeczy zmieniły się w ciągu kilku ostatnich dni... jest tak cudownie, że trudno w to uwierzyć..." Inny list, z następnego dnia, także pokazuje znaki niestabilności. Jest zaadresowany do Lyttona Stracheya, i pomimo że przyzwyczajona była mówić w liberalny sposób, ten list wydaje mi się być dziwnie gwałtowny i oderwany, i, jak poprzedni, ukazuje klasyczne zachowanie dla hipomanii:

"...kupić papugę dla Clive'a... oczywiście taką, która jest nauczona mówić tylko sprośności i pobłażać sobie w obscenicznych pieszczotach... Jest ponownie dobrze i to wspaniałe... Muszę ciągle leżeć, ale zdrowieję..." Inny, napisany do Leonarda pod jej dyktando 1 marca jest w podobnym duchu. Nie napisała więcej listów do końca sierpnia.

Gdy tylko objawy pojawiły się, Leonard, podążając za radą Dr Maurice Craig, zarządził jej typowy reżim - odpoczynek w łóżku, unikanie towarzystwa i stymulacji, i leki (Veronal) na noc. Quentin Bell opisuje te symptomy jako niepodobne do pierwszej fazy. "Wkroczyła w stadium gadatliwej manii, nieustannie mówiąc, chaotycznie i nieprzerwanie, dopóki nie zaczęła bełkotać i nie zapadła w śpiączkę". To opisuje hipomanię przechodzącą w manię i jej ekstremalną fazę, maniackie otępienie.

Były dobre i złe dni, ale żadnego polepszenia. Quentin Bell pisze "...więcej wstrząsających objawów, Virginia była agresywna i krzyczała, jej szaleństwo kumulowało jadowitej animozji do Leonarda."

Ten nawrót zbiegł się z ich przeprowadzką do Hogarth House. Podczas gdy Leonard zajmował się przeprowadzką, Virginia została oddana do domu opieki 25 marca. Następnie zamieszkała w ich nowym domu i pozostawała pod opieką czterech pielęgniarek przez następne dwa miesiące. 20 maja Leonard notuje lakonicznie: "podekscytowana i drażliwa cały dzień". Od tego czasu nie widział jej przez dwa miesiące.

Vanessa, po wizycie, napisała do Rogera Fry'a: "...do góry i do dołu, czasami bywa całkiem rozsądna, kiedy indziej wściekła i trudna... Woolf wydawał się osiągnąć stan, w którym go nic nie obchodziło co było raczej złowieszcze..."

W kwietniu Jean Thomson powiedziała Violet Dickinson, że umysł Virginii się rozstrzygnął i że jej cała osobowość zmarniała; nie wierzyła, że kiedykolwiek wyzdrowieje. Przed czerwcem Vanessa pisała: "...jest naprawdę coraz lepiej, powoli, ale brzmi to przygnębiająco z racji tego, że stała się najmniej przyjemną osobą. Nie chce widzieć L i jest przeciwna wszystkim mężczyznom. Mówi najbardziej złośliwe i przykre rzeczy jakie może myśleć o kimkolwiek i wszystkie są tak przenikliwe, że zawsze bolą." Vanessa myślała o "najgorszej rzeczy", o okrutnych komentarzach jej siostry o nowo wydanym tomiku poezji ich przyjaciółki Frances Cornford: "...są raczej jak paskudne dowcipy chłopca ze szkoły, nawet nie bawią."

Ewidentnie objawy były mniej widoczne, ale nie była sobą i jej choroba spowodowała nieprzyjemną zmianę osobowości. Rodzina obawiała się że okaże się stała.

Lecz w czerwcu się poprawiło. "Podróż w świat" po publikacji zebrała pozytywne recenzje, i we wrześniu było wystarczająco dobrze by mogła zamieszkać w Asham z pielęgniarką.

Jeszcze w październiku cytuje pielęgniarkę podczas pisania listu: "Tylko jedna strona, pani Woolf!" I te listy po miesiącach ciszy pozostają złośliwe, anty męskie i przekraczają granice koloryzowania, sugeruje to że nie do końca wyzdrowiała. Na przykład, 22 grudnia, pisze do Lyttona Stracheya - którego mogą cieszyć tego typu rzeczy - "Boże! Jaki to jest nudny człowiek!... Mieszka obok nas w Richmond i kopuluje dzień i noc i wyprodukował 6 małych Waterlow'ów. Ten dom przez długi czas śmierdział wyschniętym nasieniem. I to tylko tłusty baran. Widzisz, co musimy znosić... Pielęgniarka sądzi, że powinnam skończyć pisanie..."

Na początku listopada ostatnia pielęgniarka opuszcza Hogarth House. Rachunki za opiekę wynosiły 81 funtów, wydatek na który Woolfowie wówczas nie mogli sobie pozwolić; było to więcej niż roczna pensja dwóch służących.

Pozostawała pod kontrolą. Nawet, gdy była zdrowa, jej aktywność była rygorystycznie ograniczana: mogła pisać tylko godzinę dziennie. Kaloryczna dieta Weir Mitchell odniosła dobre skutki i przybrała na wadze 18 kg w ciągu roku - 25 kg w czasie dwóch lat choroby. W październiku ważyła 18 kg ponad swoją normalną wagę. Poprzedniego roku, trzy tygodnie po próbie samobójczej, ważyła 51kg, i nieustannie chudła. Przez resztę życia była przekonana że utrata wagi prowokuje chorobę. Napisała do przyjaciela w 1922: "Dobrze, że jesteś gruby; jest ciepły, łagodny, szczodry i kreatywny. Zauważyłam, że jeśli ważę mniej niż 56kg słyszę głosy i mam wizje, nie mogę pisać i spać."

Najgorsze lata się skończyły. Miała wkroczyć w czas twórczości i osiągnięć, wcielając idee stworzone w ogniu psychozy w swoją fikcję. Nigdy nie będzie tak chora, do czasu ostatnich miesięcy swojego życia.

Do góry

Bóle głowy i mniejsze dolegliwości

"...na nieszczęście dla prawdy, nigdy tu nie piszę jeśli nie jestem zmęczona rozmową. Zapisuję jedynie śmieci i ponuractwa." Dziennik, 28/02/1929.

Po 1915 pani Woolf nie miała większych problemów zdrowotnych do czasu depresji, która zaowocowała samobójstwem w 1941. Ale w ciągu tego ćwierćwiecza, przypadającego na jej lata trzydzieste, czterdzieste i pięćdziesiąte, cierpiała na wiele mniejszych dolegliwości. Chorowała okresowo ok. 4 miesięcy w 1920, 1929 i 1936 i do miesiąca w ciągu innych sześciu lat. Podczas tych okresów przestaje pisać w dzienniku, i często trudno jest ustalić dokładną naturę choroby.

Dłuższe zapaści były bez wątpienia psychiatryczne, inne to tylko symptomy. Obejmowały bóle głowy, postrzegane przez nią i rodzinę jako zapowiedź problemów z nastrojem; choroby podobne do grypy, palpitacje i omdlenia; dnie spędzone w łóżku na początku menstruacji. Podsumowując niewielkie kłopoty zdrowotne w życiu każdego człowieka w ciągu wielu lat mogą sugerować zaburzenia lub hipochondrie, jeśli ktoś prowadzi regularny dziennik. Jest to tym bardziej dziwne, że przez cały ten czas prowadziła bardzo intensywne życie towarzyskie i była wyjątkowo aktywną pisarką. To nic nadzwyczajnego dla piszących pamiętniki, wspominanie i narzekanie na swoje złe zdrowe, fizyczne i mentalne, o którym nie chcą rozmawiać z przyjaciółmi lub nawet rodziną; to powoduje, że czytelnik nabiera fałszywego przekonania słabego zdrowia i chorobliwej analizy swojego samopoczucia.

Innym źródłem problemów mogło być podejście jej męża do jej zdrowia. Po katastrofalnych załamaniach w 1913 i 1915 roku, z próbą samobójczą i obawą chronicznego szaleństwa, Leonard spędził resztę ich małżeństwa obserwując swoją żonę i wyłapując pierwsze oznaki nawrotów. Prowadzony przez najlepszych medycznych doradców tamtych czasów, podejmował działania przy najmniejszych objawach niestabilności. Jeśli Virginia była zbyt podekscytowana lub pobudzona, czy też narzekała na bóle głowy (które oboje traktowali jako główną oznakę nadchodzących problemów), lub była zmęczona lub za bardzo krytyczna wobec siebie, nalegał na wycofanie się z życia towarzyskiego, odpoczynek w łóżku, i jeśli nie mogła spać, pigułki nasenne. Jeśli to nie działało, konsultował się z lekarzami i na ogół radzili mu kontynuować. Virginia czasami protestowała przeciwko zastrzykom, jak we wpisie z lipca 1923:

"Jestem żywa; raczej energiczna." Jej wpisy z tego czasu są długie i sama pisze, że chce "ruszyć naprzód".

"Ale połową horroru jest to, że L. zamiast być, jak mniemam, współczujący, stawia na pierwszy plan starą, surową przeszkodę - moje zdrowie. I nie mogę poświęcić jego spokoju ducha, mimo że przeszkoda w tej chwili nie istnieje, i nie powinna dominować naszych krótkich żyć."

10 czerwca 1921 była na koncercie, i tego dnia nie mogła zasnąć; następnego dnia dokuczał jej ból głowy i została w łóżku, był to początek dwóch miesięcy "zażartej walki" o zdrowie, jak je nazywał Leonard, których wahania opisywał w swoim podręcznym dzienniku. Dopiero po ich powrocie z Rodmell 18 czerwca mogła spać bez tabletek nasennych. Opisuje w swoim dzienniku symptomy i problemy z diagnozą.

08.08.1921

"Co za przerwa! Jakież by to było dla mnie zdumiewające, gdy napisałam tu ostatnie słowo 7 czerwca, że w ciągu tygodnia będę leżeć w łóżku i wstanę dopiero 6 sierpnia - dwa miesiące wytarte - i tego poranka, to pierwsze słowa jakie napisałam - jeśli można nazwać to pisanie - od sześćdziesięciu dni; i te dni spędzone z wyczerpującym bólem głowy, skaczącym pulsem, bólem pleców, niepokojami, nerwowością, bezsennością, proszkami nasennymi, uspokajającymi, naparstnica, krótkie spacery i powroty do łóżka - wszystkie horrory mrocznej szafki chorób, którą mi kiedyś ukazano dla odwrócenia mojej uwagi. Przysięgam, że to się nigdy, nigdy nie powtórzy; a teraz mogę wyznać, że nieco mi to zrekompensowano. Przyjemnie leżeć w łóżku, gdy jest się zmęczonym; bazgrolenie przez 365 dni w roku, jak to zwykle odbieram, bez niepokoju prawej ręki z powodu przerwy jest zbawienne. Czuję że mogę wybrać korzyści z wolnego czasu. Wtedy ciemny "podświat" fascynuje mnie tak samo, jak przeraża; i czasami porównuję podstawowe zabezpieczenia mojego życia w jego wszystkich... burzach... i z jego starą przerażająco zmienną kondycją."

Gdy kończyła "Lata", w 1936, depresja powróciła. Pomimo wakacji w Kornwalii schudła 3kg i przestała pisać w dzienniku na dwa miesiące. List do Ethel Smyth z czerwca 1936 opisuje jej stan ducha:

"...nigdy nie wierz moim listom, że nie wyolbrzymiam tego co napisane po nieprzespanej nocy patrząc na butelkę chloralu i powtarzając: "Nie, nie, nie, nie weźmiesz tego". Dziwne, jak bezsenność, nawet ta zmodyfikowana, mnie przeraża. Łączy się to, myślę, z tymi strasznymi nocami kiedy nie mogłam się kontrolować."

Gdy ukończyła "Lata" w listopadzie, jej mąż czuł się zobowiązany wyrazić bardziej przychylną opinię niż zamierzał, przekonany że krytyka by ją sprowokowała do samobójstwa.

Bywały epizody wskazujące na depresję, ale nie były tak poważne jak wcześniejsze. Bóle głowy które nie zmieniały się w zaburzenia nastroju stały się normą. Były jak migreny. Opisuje błyski i promienie, musiała leżeć w przyciemnionym pokoju i często były efektem stresu i zbyt długiego przebywania z ludźmi. Towarzyszyły im czasem palpitacje, ale niepołączone z menstruacją. Nieco rozproszone listy i wpisy w dzienniku odnoszące się i opisujące bóle głowy ukazują ich różnorodność:

26.06.1930

"...za długo byliśmy dzisiejszej nocy poza domem, mówi L - i mam jak zwykle ból głowy - ból z tyłu szyi. Musiałam się położyć na sofie i nie mogę pracować.

15.08.1929

"Te bóle głowy odchodzą jak piasek zalany falą - wierzę, że mają mistyczny cel. W rzeczy samej, nie jestem pewna czy nie są spowodowane religijnymi przyczynami - widzę swoją beznadziejność i porażkę tak wyraźnie; i leżę wpatrując się w głębie mojego nędznego ludzkiego życia; i wtedy się podnoszę i wszystko zaczyna się od nowa... Nocami mam obsesję mojej beznadziejności, i jeśli wystarczyłoby tylko włączyć światło by uratować moje życie chyba bym tego nie zrobiła. To są ostatnie ślady stóp w piasku mojego bólu, przypuszczam. Czułeś to kiedykolwiek? - jak stary chwast w strumieniu."

02.09.1931.

"Nie, bóle głowy nie są od okresu - jak ty (Ethel Smyth) kochasz pozostałości po okresie w wc."

01.07.1930.

"...chyba nie opisałam ci dokładnie tego konkretnego bólu. Ma 3 fazy: ból, otępienie, wizje."

31.12.1930.

"bezustanne bóle."

07.02.1929.

"...symptomy te co zwykle - ból, nierówne bicie serca, i ból pleców. To, co nazywałam bólem głowy pierwszej klasy."

Bóle występowały przez te lata, ale stały się częstsze około 1930, prawdopodobnie ze względu na menopauzę. W dzienniku z dnia 28.05.1931:

"Wkrótce po tym zaczęła mnie boleć głowa - błyski światła krążące wokół moich oczu i szarpiący ból... I wtedy w Rodmell przydarzyło się to samo - światło dookoła moich oczu, ale gdy mogłam leżeć bez ruchu w moim dużym, przewiewnym pokoju, ból był znacznie mniejszy. Myślałabym wiele razy o śmierci gdyby nie boska dobroć L; zawsze tak samo przejęty jak ja; ale teraz poprawa jest pełna nieskończonej ulgi."

15.08.1929.

"Koniec tego tumultu, następnie ból głowy."

Najbardziej dramatyczne z omdleń i palpitacji miało miejsce w 1930. Opisuje je w dzienniku pod datą 2 września.

"Szłam ścieżką z Lydią. Jeśli to nie ustąpi, powiedziałam, odnosząc się do gorzkiego smaku w ustach i ciśnienia jakbym miała klatkę z drutu kolczastego na głowie, jestem chora: tak, bardzo prawdopodobne że jestem zniszczona, schorowana, martwa. Cholera! I wtedy upadłam - mówiąc "Jak dziwnie - kwiaty." Pamiętam, we fragmentach, jak Maynard mnie przyniósł do salonu, widziałam przerażonego L; powiedziałam, że pójdę na górę, bicie mojego serca, ból, osłabłam na progu; wysiłek mnie pokonał, jak gaz; byłam nieprzytomna, wtedy ściany i obrazy powróciły do moich oczu; zobaczyłam znowu życie. Dziwne, powiedziałam, i położyłam się, stopniowo dochodząc do siebie... Ale ten pędzel śmierci był bardzo pouczający i dziwny."

Nie można stwierdzić, co ten epizod oznaczał - możliwe, że arytmię serca, albo częstoskurcz napadowy, który może być zwiastunem migreny, albo zwykłe omdlenie, dokładnie opisane. Dziwny posmak sugeruje czasowy napad, ale nic innego w jej życiu nie poświadcza, że mogła mieć epilepsję.

Parę wpisów z 1936 opisuje relację między bólami głowy a zmianami nastroju:

03.01.1936.

"Rozpoczęłam rok z 3 całkowicie rozmytymi dniami, ból głowy, rozsadzenie głowy, głowa pełna gonitwy myśli..."

04.01.1936.

"...i zaczęłam odpoczywać. Jako że, prawdę mówiąc, moja głowa jest pełna nerwów; i jeden fałszywy ruch znaczy wyścig rozpaczy, egzaltacji, i całej reszty znajomej męki: ta ogromna scala nieszczęścia."

25.02.1936.

"Wtedy miałam bóle głowy. Pokonałam je leżąc spokojnie, bindując książki i czytając D. Copperfielda."

29.03.1936.

"...Jeden ból głowy w tym tygodniu, leżałam twarzą do ziemi... (odłożone przyjęcie i wizyta)."

24.11.1936.

"Dzisiaj stare objawy - cz.ż. nie mogę się ich pozbyć - spuchnięte żyły - dzwonienie..."

"Cz. ż" było jej określeniem na menopauzę - czas życia. Miała wtedy 54 lata.

Nie wierzyła w medycynę, dlatego, gdy jej Ethel Smyth zaproponowała leczenie, napisała (01.05.1931):

"Jeśli mam się spotkać z lekarzem który uleczy moje bóle głowy, nie, Ethel, nie. I co więcej, naprawdę zdenerwujesz L. jeśli mu to zasugerujesz. Wydaliśmy, prawdę mówiąc, setki funtów, co oznaczało sprzedanie kilku moich pierścionków i naszyjników, by opłacić lekarzy, bez większego rezultatu - jeśli zaczyna się ból, muszę się położyć do łóżka i jeść mięso, to wszystko. Nie wynaleziono innego leku - i choroby - cóż, wszystkie nerwy spotykają się w kręgosłupie: całkiem proste. Żadnych skomplikowanych sekretów o moich bólach głowy." Dopisuje w przypisie: "Sir G. Savage, Sir M. Craig, Sir M. Wright, T. Hyslop, etc. etc."

Ze wszystkich opisów możemy wywnioskować, że w ciągu lat jej największych osiągnięć, kiedy pracowała bardzo ciężko, reagowała migreną na nadmierny stres i napięcie, szczególnie zbyt długie przebywanie z ludźmi. Migrenie towarzyszyły mniejsze i większe wahania nastroju. Leonard i jej lekarze radzili sobie z tymi epizodami, zmuszając ją do odpoczynku w łóżku i uspokojenia, Virginia na ogół zgadzała się z tym i widziała, że tego potrzebuje.

Do góry

HISTORIA RODZINY

Historia psychologiczna i genetyczna rodziny Virginii jest ważna. Mówi się, że wszystkie jej prace są produktem jej wspomnień, mocnego poczucia przeszłości i powiązań z wiktoriańskim dzieciństwem.

Jej ojciec był pisarzem, założycielem Narodowego Słownika Biografii, miał pięćdziesiąt lat w roku narodzin Virginii (1882). Był wcześniej żonaty z córką pisarza, Williama Thackeraya. W całym dzieciństwie Virginii był najbardziej poważanym pisarzem spośród wszystkich, którzy pojawili się w ich domu.

W jej rodzinie już były przypadki choroby psychicznej, głównie wahań nastroju. Ze strony jej matki pojawiały się lekko ekscentryczne i bardzo aktywne kobiety; ze strony ojca generacje cichych, ponurych mężczyzn. Po obu stronach było mnóstwo pisarzy. Virginia była jednym z czwórki dzieci z drugiego małżeństwa jej ojca; parę miało objawy choroby psychicznej w ciągu całego życia. Miała także czwórkę przyrodniego rodzeństwa. Troje - George, Gerald i Stella Duckworth - byli dziećmi matki z pierwszego małżeństwa; żadne nie chorowało psychicznie.

Jej ojciec miał córkę z Minnie, córką Thackeraya. Jej matka, żona Williama Thackeraya, cierpiała na depresję poporodową po narodzinach Minnie i nigdy do końca nie wyzdrowiała. Dziecko Minnie, Laura, była upośledzona od urodzenia. Rodzina chciała ją uczyć w domu. Leslie Stephen w szczególności nie chciał przyznać, że jego córka jest opóźniona w rozwoju. W dzieciństwie miała tiki nerwowe, problemy z mówieniem, była agresywna, miała ataki dzikiego wycia, była ociężała i nieposłuszna. Dziwnie się zachowywała - raz wrzuciła nożyczki w ogień. Odkąd skończyła dziesięć lat była odseparowana od innych dzieci w pokojach na strychu. Gdy była dorosła, mieszkała w szpitalach psychiatrycznych. Mamy raport z odwiedzin rodziny w 1897 w ośrodku w Earslwood. Zmarła w szpitalu w Yorku, w 1945, w wieku 75 lat.

Nie ma żadnych relacji z wizyt Virginii u przyrodniej siostry; w zasadzie miała określone poglądy na temat upośledzonych umysłowo. Po przejściu obok wycieczki "imbecylów" w styczniu, 1915, napisała w dzienniku: "Wszyscy powinni być zabijani". Ale w 1921 miała wieści o Laurze od Vanessy, która napisała, że ich ciotka - "stara dobra Kate" - odwiedziła Laurę i że była ona "taka sama jak zawsze, i nie przestawała mówić, i okazjonalnie mówiła - 'Kazałam mu odejść' albo 'Uśpić go' całkiem sensownie; ale reszta jest niezrozumiała." Ostatnia wzmianka o Laurze pochodzi od Virginii, poruszonej wspomnieniem o śmierci George'a Duckwortha w 1934. W liście do siostry, która tak jak Virginia doświadczyła jego atencji w dzieciństwie, napisała: "Leonard mówi, że Laurę mógł oszczędzić." To potwierdza, że Duckworth molestował także Laurę. List także pokazuje, że cała rzecz była dobrze znana Leonardowi.

Brat Virginii, Thoby, błyskotliwy student który zmarł młodo, usiłował popełnić samobójstwo skacząc z okna szkoły podstawowej w 1894, gdy chorował na grypę; miał jednocześnie atak krzyku, który się powtórzył w domu miesiąc później.

Drugi brat, Adrian, cierpiał na "mnóstwo różnych zaburzeń nerwowych" (Dunn, 90). Miał "skłonności samobójcze". W pewnym okresie kochanek Duncana Granta, podobno przeżył traumę w dzieciństwie.

Jej siostra, Vanessa Bell, doświadczyła epizodu depresji trwającego dwa lata, i "nerwowość Vanessy, mimo że dobrze kontrolowana, została rozpoznana przez Leonarda i nią samą jako dolegliwość podobna do tej, na którą cierpi Virginii." Vanessa zapadła w 1911, w wieku 32 lat, po poronieniu i rozpoczęciem romansu z Rogerem Fry'em. To był "poważny i znaczący okres choroby" (Dunn, 90), z objawami zmęczenia, nienazwanych lęków i poczucia nierealności.

Ale, pomimo tego, większość epizodów występowała po stronie rodziny jej ojca. Jej ojciec, Sir Leslie Stephen, był ekscentrycznym mężczyzną ze skłonnością do depresji. Jego ojciec, Sir James Stephen, miał co najmniej trzy załamania nerwowe, i jej kuzyn pierwszego stopnia ze strony ojca, błyskotliwy młody J K Stephen chorował na manię i zmarł w ośrodku.

Jej dziadek, Sir James Stephen, był prawnikiem i urzędnikiem, jednym z wielkich administratorów kolonii. Jego pierwsze załamanie, w 1824, miało miejsce po tym jak usiłował pogodzić adwokaturę i obowiązki urzędnicze; drugi, w 1832, po nieudanej próbie ustawy emancypacji niewolników. Czternaście lat później, po śmierci syna na tyfus, miał kolejny atak. Radzono mu odejść wcześniej na emeryturę, ale nie przyjmował choroby do wiadomości. Czuł się niedoceniony, był ponury - każde tyknięcie zegara, napisał, "brzmi jak podzwonne".

J K Stephen, kuzyn Virginii, był ceniony w Eton za sprawność w "wall game". Wcześnie osiągał sukcesy w pisaniu poezji - "Lapsus Calami - Slips of the Pen". Po błyskotliwej karierze studenckiej w Cambridge oczekiwano od niego wielkich osiągnięć. Przez pewien czas uczył diuka Clarence w Cambridge. W swoich latach dwudziestych odnalazł w sobie dzikie podekscytowanie i depresję. Zdarzały się sceny agresji. Virginia Woolf pamięta, jak wpadał do pokoju dziennego i wymachiwał nadzianym na rożen bochenkiem jak mieczem. Komitet jego klubu musiał prosić o ochronę policję, by go powstrzymać od wchodzenia do budynku. Sir George Savage, specjalista który później leczył Virginię, skierował go, dla odosobnienia, do szpitala psychiatrycznego, gdzie zagłodził się na śmierć w 1892.

Winiono za jego chorobę uraz głowy z 1886, ale wszystkie opisy wskazują jednoznacznie manię. Jego ojciec - nazywany Ponurym Gigantem, podczas gdy jego syna nazywali Genialnym Gigantem - nie chciał wierzyć, że jego syn był chory psychicznie i nie pozwalał na uwzględnianie jego kondycji. Jego powiązania z diukiem Clarence doprowadziły do wyszukanej spekulacji że mógł być Kubą Rozpruwaczem, bo jego śmierć nastąpiła trzy tygodnie po śmierci diuka, a zakazana pierwsza edycja jego poezji zawierała fantazję o zabijaniu prostytutek. W Eton i Cambridge jego rodzina postawiła pomniki i zataiła jego homoseksualizm.

Było więcej ponurych mężczyzn wśród męskich przodków, ale najbardziej interesującym i ważnym jest jej ojciec, Sir Leslie Stephen, "Bezbożny Wiktorian", jak o nim pisał Noel Annan.

Był najbardziej poważanym wiktoriańskim pisarzem, założycielem Narodowego Słownika Biografii, autorem wstępów i wybitnym alpinistą.

Ojciec z córką mieli wiele wspólnego, i Virginią targały przemożne uczucia miłości i nienawiści do niego, egzorcyzmowane w "Do latarni morskiej", gdzie, jako Pan Ramsay, jest opisany bez maski. Oboje byli wysocy i mizerni, i lubili spacery. Oboje pisali rozumne, poczytne recenzje. Różnili się w myśleniu: on był klarowny, logiczny, podczas gdy ona fantazjowała. Oboje kochali poezję, potrafili być czarujący jak i bezczelni. On bywał gniewny; ona złośliwa. Oboje nie lubili zajmować się pieniędzmi; oboje byli pracoholikami. Oboje obawiali się niepochlebnych recenzji. Oboje wspierali się na kobietach.

Jedno widziało siebie w drugim. Virginia, pod koniec życia, pisała o nim w "Chwilach istnienia". On, na jej dziewiąte urodziny, napisał do żony: "jest faktycznie bardzo podobna do mnie" i "będzie kiedyś pisarką".

Ale on był trudnym mężczyzną, szczególnie po śmierci drugiej żony. Virginia pisała w swoim dzienniku wiele lat później: "Jeśli jego życie byłoby dłuższe, zdecydowanie by zakończyło moje. Co mogłoby się stać? Zero pisania, zero książek; nie do pomyślenia.” Kiedy indziej pisze: "ten stary drań, mój ojciec." "Ale był czarującym mężczyzną, i poniekąd wspaniałym. Jako dziecko potępiałam, jako 58-letnia kobieta rozumiem - może inaczej, toleruję. Oba punkty widzenia prawdziwe?"

Sir Leslie chorował w 1888, i ponownie dwa lata później - wyczerpany pracą nad Narodowym Słownikiem Biografii. Cierpiał na bezsenność i "ataki koszmarów".

Demonstrował swoje ubóstwo wobec swoich dzieci, nawet publiczne. Raz powiedział pisarzowi Edmundowi Gosse'owi, że był kompletnie zrujnowany: zostało mu tylko tysiąc funtów. Gosse i inni pisarze byli zaniepokojeni i zdecydowali się zorganizować składkę, lecz wcześniej poprosili go o więcej szczegółów jego problemów finansowych. Dowiedzieli się, że na koncie bankowym ma tysiąc funtów, ale jego przychód i kapitał były pokaźne i nietknięte. Gdy owdowiał, robił Virginii i Vanessie regularne cotygodniowe sceny podczas przeglądu wydatków na utrzymanie domu.

Był histerykiem w żalu i gniewie. Jego córka sądziła, że wzorował swoje napady wściekłości - "napady berserkerskie" - na Thomasie Carlyle'u, w wierze, że takie wybuch pasowały pisarzowi usiłującego odgrywać rolę wielkiego Wiktoriana.

Jego małomówność była sławna, nawet gdy spotykał wybitnych pisarzy - nie wymówił ani słowa podczas lunchu z Robertem Louisem Stevensonem.

Chlubił się byciem "beznadziejnym mizantropem" i chciał "dostroić swoje ponure nastroje", najpierw by zyskać sympatię swojej żony, później dzieci. Ale jego dramatyzowanie rozwścieczało je, szczególnie Vanessę. Virginia była mniej odporna. Gdy mówił do niej, będąc przy łożu śmierci Julii, ona dotknęła go. On odrzucił dotyk i uciekł. Scena towarzyszyła Virginii przez całe życie. Po śmierci matki dziewczęta słyszały jak przechodził przez ich pokój i mówił do siebie: "Chcę umrzeć - chcę umrzeć - chciałbym żeby moje wąsy urosły."

Był oczywiście neurotykiem i miał depresyjną osobowością. Był szczególnie ponury po śmierci drugiej żony, ale nie ma żadnych prawdziwych dowodów na chorobę maniakalno-depresyjną. Był nadzwyczajnie pracowity, mimo swojego mroku i przekonania o porażce. To przekonanie jest widoczne w chorobie Virginii, i może być postrzegane za identyfikację z jej ojcem. Przekonanie, którego nabierała w czasie choroby, że jest beznadziejna i że jej prace są nic niewarte jest identyczne.

Jej matka była mniej wyraźną osobowością. Zajmowała się głównie działalnością charytatywną i opublikowała w 1883 książkę o zarządzaniu izbą chorych, którą później Hogarth Press przedrukowało. Lata wdowieństwa pozostawiły ją surową i melancholiczną. Zmarła na gorączkę reumatyczną, w wieku jedynie 49 lat. Jak jej mąż, była zagorzałą ateistką i przelała swoje poglądy na córkę, razem z darem obserwacji. Została wiarygodnie sportretowana jako Pani Ramsay w "Do latarni morskiej". "Nie zmyśliłam jej - to są fakty", napisała Virginia w czasie pracy nad powieścią; i kiedy Vanessa przeczytała ją w 1927 napisała: "...portret matki który jest bardziej nią niż cokolwiek, co mogłam kiedykolwiek uważać za podobne jej. To niemal bolesne, wskrzesić ją ze zmarłych... Oddałaś ojca równie wyraźnie, myślę, ale, być może się mylę, to nie było tak trudne... Stanąć z nimi ponownie twarzą w twarz jest wstrząsające..."

Podsumowując rodzina Virginii ma poważną historię schorzeń depresyjnych i maniakalno-depresyjnych psychoz w męskiej części rodziny, razem z wieloma ekscentrycznymi i ponurymi osobowościami, i generacjami dziwaków po obu stronach.

Do góry

ŻYCIE PŁCIOWE

Virginia Woolf była w dzieciństwie molestowana seksualnie. Powiedziała o tym rodzinie, pisała w listach, dziennikach i wspomnieniach, i jej siostry, również napastowane, potwierdziły to. Nie wiemy, czy te doświadczenia z dzieciństwa miały jakiś związek z jej późniejszą chorobą, lecz miały trudny do przecenienia wpływ na jej seksualność, psychikę i pisanie.

Szczegóły molestowania są niejasne. Wiemy, że dopuścili się tego, w różnych okresach, bracia George and Gerald Duckworth.

Pięćdziesiąt lat później wspomnienie pozostawało wciąż świeże, gdy pisała do Ethel Smyth w styczniu 1941: "...to jak przerwanie błony dziewiczej... wciąż drżę ze wstydu na myśl o moim przyrodnim bracie, który postawił mnie na półce, gdy miałam sześć lat, i dotykał moje intymne miejsca. Dlaczego powinnam się czuć zawstydzona?"

Głównym złoczyńcą był George, starszy czternaście lat od niej, "mój kazirodczy brat", jak Virginia go nazwała w liście z 1936. Nie możemy tego zaakceptować, w obliczu wartości; miała skłonność do przesady w rozmowach i korespondencji z rodziną. De Salvo, autor książki o wpływie molestowania seksualnego na jej życie i pracę, twierdzi że wszystkie siostry - Virginia, Laura, Stella i Vanessa - były obiektem napastowania. Wiemy, że nie było to tajemnicą w rodzinie, wnioskujemy tak na podstawie komentarza Virginii w liście do siostry z maja 1934, po śmierci George'a Duckwortha: "Leonard mówi, że Laurę mógł oszczędzić". De Salvo uważa, ze George molestował Virginię przez dziewięć czy dziesięć lat do 1903 lub 1904 - przez jej nastoletnie życie, odkąd skończyła 12 po 21 lat.

Pierwszy odnośnik do tych wydarzeń znajdujemy w żartobliwym liście do Vanessy z 1911, opisującym jak powiedziała swojej nauczycielce greckiego Janet Case o George'u.

"Doprowadziło to do odkrycia, że George jest przestępcą. Ku memu zdziwieniu, ona (Janet Case) zawsze go bardzo nie lubiła, i zwykła mówić "Fuj, paskudna kreaturo", gdy wchodził do pokoju i zaczynał mnie obmacywać przy grece. Gdy opowiedziałam o scenach łóżkowych, upuściła koronki i gapiła się jak poczciwy naiwniak. Przed wieczorem poczuła się źle, i poszła do WC, w którym, nie trzeba mówić, nie było wody."

Jej siostrzeniec Quentin Bell nie krył tych wydarzeń gdy pisał jej biografię. Miał świadectwa jej męża i dr Noela Richardsa, i datował molestowanie przez George'a od czasu śmierci matki w 1895, gdy Virginia miała 13 lat. Virginia później opisywała te wydarzenia, niezależnie od ich prawdziwej natury, w 1903 lub 1904, gdy miała 21 lat. Powiedziała później, że George zepsuł jej życie na samym początku, i że jej ciało nigdy nie dawało jej radości. Łączyła te problemy nie tylko z dwoma przyrodnimi braćmi, ale także z ojcem, którego winiła za "zbyt wiele oczekiwania emocjonalne, które myślę odpowiadają za wiele złych rzeczy w moim życiu... Nigdy się nie czułam dobrze w moim ciele."

Po śmierci matki George pocieszał je, spędzał z nimi czas i generalnie był postrzegany jako oddany im brat. Obmacywał je, zarówno publicznie, jak i w ich sypialniach. Vanessa i Virginia były brutalne w słowach, mówiąc o nim przez resztę jego życia. Zdominował je na lata. "George miał 36 lat, a ja 20. I miał tysiąc funtów rocznie, gdy ja miałam pięćdziesiąt. To były powody, dla których było trudno było mu się sprzeciwiać." (Chwile istnienia)

Gdy Virginia przechodziła załamanie nerwowe po śmierci ojca, Vanessa była wystarczająco przejęta by poinformować o poczynaniach George'a lekarza prowadzącego jej siostrę, Dr Savage, który potraktował je na tyle poważnie by porozmawiać z Georgem.

Molestowanie wpłynęło na jej życie seksualne, jako że możemy je prześledzić podczas zaręczyn i małżeństwa. Gdy pisała odpowiedź na oświadczyny 01.05.1912 powiedziała Leonardowi bez ogródek, że nie czuje do niego pociągu seksualnego. "...czy ta strona płciowa pojawi się między nami? Jak już powiedziałam ci brutalnie innego dnia, nie pociągasz mnie. Są chwile - jak wtedy gdy mnie pocałowałeś - gdy nie czuję więcej niż kamień. A twoja troska przytłacza mnie..."

Podczas ich miodowego miesiąca pisała do Ka Cox, że nie była oczarowana aktem seksualnym, i w drodze powrotnej para skonsultowała się z Vanessą, która natychmiast opisała w liście "Chłód Kozy". "Najwidoczniej nie czerpie żadnej przyjemności z aktu, uważam że to interesujące." W tamtym czasie Vanessa winiła za to George'a Duckwortha, lecz molestowanie którego także ona doświadczyła nie miało żadnego wpływu na jej życie seksualne.

Pomimo braku pociągu seksualnego pani Woolf miała nadzieję mieć dzieci. W październiku 1912 dziękowała Violet Dickinson za przysłanie kołyski. - "Moje dziecko będzie spało w tej kołysce."

Nigel Nicolson, prezentując listy z tego okresu, twierdzi że "ich miłość z początku nie była pozbawiona seksu. Przez dwa czy trzy lata dzielili łóżko i przez parę sypialnię, i jedynie ze względu na poradę lekarską zdecydowali się nie mieć dzieci."

Pomimo problemów seksualnych ich małżeństwo było udane, jak oboje podkreślali przez lata - i Virginia w swoim liście pożegnalnym. Nazywali się zdrobnieniami w swoim prywatnym języku. Ona była jego brzydką małpą, mandrylem, podczas gdy on był żałosną służalczą mangustą. Gdy zachorowała, on stał się Panem i dominował w związku.

Jej odczucia wobec seksu mogły wpłynąć na jej stosunek do Freuda. Pomimo że jej wydawnictwo wydało jako pierwsze Freuda po angielsku, i jej młodszy brat Adrian Stephen i jego żona Karen byli jednymi z pierwszych psychoanalityków w Anglii, była sceptyczna wobec dzieł Freuda przez większość swojego życia.

W październiku 1924 wspomniała w liście, że

"wydajemy wszystkie prace dr Freuda, i patrzę na korektę, i czytam jak Pan A.B. rzucił butelkę czerwonego atramentu na pościel małżeńskiego łoża, by ukryć swoją impotencję przed służką, ale rzucił ją w złym miejscu, co wytrąciło z równowagi jego żonę, i tego dnia wylała czerwone wino na stół w jadalni. Moglibyśmy tak godzinami; jak ci Niemcy myślą, że to czegoś dowodzi - poza ich idiotyczną głupotą."

Podobnie jej recenzja z 1920 - Freudian Fiction - pokazuje jej drażliwy stosunek do psychoanalizy: "Pacjent który nigdy nie słyszał kanarka bez popadania w szał może iść alejką pośród klatek bez emocji odkąd odkrył, że matka pocałowała go w kołysce. Triumfy nauki są przepięknie konkretne." Freud mógłby być zaintrygowany dziwnym przykładem, który podaje, i zwróciłby uwagę na fakt że słyszała ptaki śpiewające po grecku podczas ataków gdy była nastolatką.

Z upływem czasu stawała się mniej wroga. Spotykała psychoanalityków jak John Rickman podczas proszonych kolacji wydawanych przez brata i szwagierkę, i z przyjemnością dyskutowała na tematy psychologiczne. W "Trzech gwineach", napisanych w 1937, używa paru freudyjskich sformułowań. W 1939 i 1940, gdy pisała o ojcu, zaczęła czytać Freuda, i odkryła ze zdziwieniem że jej ambiwalentny stosunek do ojca nie był dla niego żadną nowością. Spotkała tego wielkiego człowieka w 1939, osiem miesięcy przed jego śmiercią. Zaprosił ją o Leonarda na popołudniową herbatę do swojego domu w Hampstead, był bardzo uprzejmy i zaprezentował się Virginii jako narcyz, bez symbolicznych podtekstów.

W ciągu swojego życia Virginia utrzymywała parę intensywnych przyjaźni z kobietami, głównie starszymi. Niektóre, jak Vita Sackville-West, lesbijka, były atrakcyjne, ale najprawdopodobniej żadna z relacji nie przekształciła się w zmysłową, mimo że Vita utrzymywała że spała z Virginią dwa razy. W 1926 napisała do swojego męża, Halroda Nicolsona: "...Jestem śmiertelnie przerażona narastającym fizycznym pociągiem do niej, ze względu na szaleństwo. Nie wiem, jaki to będzie miało efekt, widzisz; to ogień, z którym nie chcę igrać. Za bardzo ją kocham i szanuję. Z nikim nie współżyła, z wyjątkiem Leonarda, lecz to było straszliwą porażką i szybko to zarzucili."

Dla jej pokolenia, Virginia była - co najmniej - wyjątkowo nieskrępowana i "wyzwolona" w sprawach seksualnych. Pływała nago z Rupertem Brooke, wybierała sprośne materiały dla Lyttona Stracheya, i napisała do siostry o mokrych snach Leonarda bez zahamowań. W późniejszych latach swojego życia pisze do Ethel Smyth, jej ostatniej bliskiej przyjaciółki: "...ale zawsze byłam tchórzem w seksie, terror prawdziwego życia zawsze mnie trzymał w klasztorze."

Trzy rejony jej życia i doświadczenia odbiły się na jej życiu seksualnym: napastowanie seksualne w dzieciństwie, jej choroba maniakalno-depresyjna, i jej osobowość. Wygląda na to, że była seksualnie oziębła, w praktyce, lecz w teorii i intelektualnie wyzwolona. W czasach gdy podniecona, bardziej lub mniej, miała mniej zahamowań w rozmowie, lecz choroba nie wpłynęła na jej pociąg seksualny w kategoriach aktywności. Ci, którzy podkreślają znaczenie molestowania w dzieciństwie wobec dorosłego życia płciowego mają rację; było ono wykrzywione przez nieszczęścia dzieciństwa, nawet jeśli takie same doświadczenia wywarły znacznie mniejszy wpływ na Virginię.

Do góry

VIRGINIA WOOLF I JEJ LEKARZE

"Moje życie jest nieustanną walką przeciwko bzdurom lekarzy, jak myślę." - List do V. Dickinson, 20 października 1904.

ÓWCZESNA PSYCHIATRIA

"Sir Roderick Glossop... Zawsze był nazywany jako specjalista nerwowy, ponieważ tak brzmi lepiej, lecz wszyscy wiedzą że tak naprawdę jest kimś w rodzaju woźnego w szpitalu dla wariatów." - PG Wodehouse, "Niepowtarzalny Jeeves", 1923.

Medycy największej sławy
Zostali raz zebrani; gdy przybyli
Po uiszczeniu opłaty stwierdzili
"Na tę chorobę nie ma lekarstwa."

Hilaire Belloc, Ostrzegawcze opowieści, 1907.

Te żartobliwe i bardzo angielskie cytaty dużo mówią o lekarzach z okresu, w którym Virginia Woolf potrzebowała ich uwagi. Byli postaciami sławnymi i autorytetami, ich usługi były drogie, i mieli naprawdę niewiele do zaoferowania w leczeniu poza instytucjonalnym. Byli orędownikami rozwiązań eugenicznych problemu prewencji.

Woolf była otoczona przez psychiatrów - alienistów by było lepszym określeniem - w różnych okresach między 1904 a 1915. Terminy psychiatra i psychiatria dopiero wchodziły do publicznego użycia w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową, i alieniści było terminem upowszechnionym dopiero w latach 30. Do 1914 lekarze pragnący się specjalizować w zaburzeniach psychiatrycznych nie robili żadnych kursów, i mieli jedynie wiedzę pobieżną. "Zachowania Idioty" (1886) i "Zachowania Lunatyka" (1890) były ówczesnymi miarami ograniczeń pacjentów.

W ostatnich latach XIX wieku Emil Kraepelin stworzył nową klasyfikację, uwzględniającą schizofrenię i zaburzenia maniakalno-depresyjne, jego prace zostały przetłumaczone na angielski dopiero po 1921. Mimo że David Elder i Ernest Jones dołączyli do Londyńskiego Stowarzyszenia Psychoanalizy w 1913 temat nie był przedmiotem zainteresowań, a wśród przeciwników było wielu medyków. Gdy Elder wygłosił wykład o psychoanalizie na spotkaniu Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego w 1911, rozwścieczył publikę, która masowo opuściła salę pod koniec jego dyskursu. Pośród tego morza ignorancji były jednak wyspy nadziei! Główni lekarze organizacji - Królewskie Stowarzyszenie Medycznopsychologiczne, teraz Królewski College Psychiatrów - głosował za uznaniem kobiet lekarzy w 1893.

Lekarze Woolf, uznani liderzy swojej profesji w tamtych czasach, wszystko to ilustrują i obrazują tenże okres. Na szczęście, dwóch z nich napisało standardowe podręczniki psychiatrii, i prawdopodobnie z nich możemy poznać ich stopień poznania zaburzeń maniakalno-depresyjnych.

Sir George H Savage (1842-1921)

"...ten krótkowzroczny tyran Savage..." : list, 26 listopad 1904

Praktyki odbywał w Guy's Hospital w Londynie (Złoty medalista). Lekarz i pierwszy asystent w Bethlem Royal Hospital, wykładowca w Mental Disease and Consultant Psysician, Guy's Hospital, przewodniczący Medico-Psychological Association, przewodniczący Neurological Society, edytor Journal of Mental Science. Nobilitowany w 1912.

Płodny pisarz. Napisał podręcznik: "Szaleństwo i powiązane neurozy" (1884) i ponad 100 artykułów. Wszechstronnie utalentowany; alpinista, jak ojciec Virginii, rybak i szermierz.

Razem z Dr Setonem byli lekarzami rodzinnymi Stephenów. Pierwszy raz został wezwany do Virginii w 1904. Poinformowany o "atencjach" George'a stanął po stronie sióstr. Zaangażowany w leczenie Thoby'ego i Vanessy w 1906. Wzywany do Jamesa Stephena, kuzyna Virginii, którego wysłał do szpitala psychiatrycznego, gdzie James zmarł w 1892.

W 1912 Leonard skonsultował się z nim w sprawie posiadania dzieci, i Savage doradził mu, że dla Virginii byłoby to "wiele dobrego". Po załamaniu w 1913 Leonard przestaje mu wierzyć i chce zasięgnąć drugiej opinii. Leonard i Vanessa wezwali go, gdy Virginia wzięłą śmiertelną dawkę Veronalu, przepisaną przez Savage'a.

Savage zrezygnował z posady w Bethlem w 1888, po opublikowaniu raportu według którego w ubiegłym roku 38 z 264 pacjentów zmarło; dwukrotnie więcej niż w innych szpitalach. Wybuchł skandal, i Savage był oskarżany w Timesie i przez kolegów po fachu w czasopismach medycznych o nadmierne używanie fizycznych i chemicznych sposobów panowania nad pacjentami.

Mimo że był wybitnym psychiatrą, pracował jako neurolog i internista, i był przyjacielem rodziny Stephenów; zaprosił Virginię na kolację w lipcu w 1905. Leonard nie miał dobrego zdania o jego inteligencji, pomimo profesjonalizmu.

Pisał często o "moralnym szaleństwie", często myląc problemy medyczne z moralnymi. Dzięki gazecie z 1881 opisującej użycie hioscyjaminy wiemy, jakie stosował metody. Prowadził treścią historię choroby pacjenta ze szczegółami objawów, ale nie próbował stawiać diagnozy, mimo że choroba miała swoje fazy, włączając zmiany nastrojów, i wiele z nich przypominało symptomy z załamania Virginii w 1915. Opisywał swoją niechęć do przepisywania leków uspokajających z wodzianem chloralowym, i uważał że hioscyjamina jest skuteczna przy zapobieganiu nawrotom. "Uważam, że nie należy stosować narkotyków, biorąc pod uwagę że nie tylko leczą, lecz w wielu przypadkach szkodzą, czyniąc choroby wyleczalne nie do wyleczenia."

Podręcznik z 1884 pokazuje, że spotkał się z melancholią i "powracający obłęd". Nazywa je "nasyconym roztworem żalu", który "wywołuje złudzenie krystalizacji i przybrania ostatecznej formy". Notuje, że menstruacja na ogół zanika, pojawia się bezsenność i odmowa jedzenia jest jednym z najbardziej poważnych objawów. "Lęki, niepokoje i podejrzenia" zajmują umysł pacjenta, "głosy groźby, ostrzeżenia, oskarżenia i obmowy". "Wierzą, że są zrujnowani, i że są przyczyną nieszczęścia swoich bliskich". Sir George być może nie wiedział jak to skutecznie leczyć, lecz był w stanie postawić właściwą diagnozę.

Sir Maurice Craig (1886-1935)

Ukończył Cambridge jako prymus, odbył staż w Guy's Hospital, Londyn. MB BCh 1892, MRCP 1897, FRCP 1906.

Pracował w Bethlem Royal Hospital, nastęnie w Psychological Medicine w Guy's Hospital, przejmując posadę po Savage'u. Jego nekrolog wspominał, że był najbardziej popularnym lekarzem psychiatrą swoich czasów. Prowadził dom opieki i pozostawił po sobie posiadłość wartą ponad 41 tysięcy funtów. Zajmował wiele istotnych pozycji, był członkiem komitetu wstrząsów psychicznych War Office, i przewodniczącym sekcji psychiatrycznej Royal Society of Medicine w 1928-29. Prawdopodobnie był lekarzem na którym wzorowano doktorów w "Pani Dalloway".

Opublikował znacznie mniej niż Savage, ale tak jak on napisał standardowy podręcznik swoich czasów: Medycyna psychologiczna, w 1905.

Lekarz zarówno Virginii jak i Leonarda. Leonard konsultował się z nim parokrotnie w związku z chronicznym drżeniem rąk; dlatego też uzyskał zwolnienie ze służby wojskowej w 1914. Leonard uważał go za "młodszego i bardziej inteligentnego od Savage'a", i "głównego specjalistę Harley Street od chorób psychicznych".

Jeden z lekarzy których Leonard się radził w sprawie posiadania dzieci. Opiekował się Virginią w czasie załamania w latach 1913-15, wezwano go po próbie samobójczej z Veronalem w 1913 i prowadził Woolfów aż do swojej śmierci.

Wyznawał konwencjonalne ówczesne poglądy, z dodatkiem paru postępowych. Postrzegał "szaleństwo" i "lunatycyzm" za przestarzałe pojęcia, i uważał że choroby psychiczne nie różnią się od fizycznych. Umoralniał przeciwko masturbacji, na temat konserwatywnego podejścia do miejsca kobiet w społeczeństwie i podziałach społecznych. Jak Savage używał terminu "mania", lecz dzielił je na proste i ostre, co ma wiele wspólnego z obecnymi pojęciami "hipomanii" i "manii".

Wydanie jego podręcznika z 1916 roku rzuca światło na wiedzę i umiejętności Craiga, i jak mógł zdiagnozować chorobę Woolf.

Dr Teophilus B Hyslop (1864-1933)

Nie do końca jeden z lekarzy Woolf, aczkolwiek Leonard zasięgnął jego opinii w sprawie dzieci. Szkolił się w Edynburgu, Londynie i Paryżu. Pierwszy rezydent w Bethlem Hospital od 1899, wykładał w St Mary's Hospital.

Znakomity człowiek renesansu. Wybitny atleta, gracz w krykieta, tenisa i golfa - opublikował książkę o upośledzonych golfistach. Pianista, skrzypek i kompozytor; malarz i rzeźbiarz, publikował poezję. Znany ze swoich poglądów na "degenerację" sztuki współczesnej i muzyki; szczególnie przeciwny malarzom Bloomsbury.

Octavia Wilberforce (1888-1963)

Kobieta-pionier pracująca w Brighton. Po obronie pracy doktorskiej pracowała w psychiatrii w Graylingwell Hospital przez miesiąc czy dwa, podobno czytywała Freuda, lecz jej wiedza psychiatryczna była szczątkowa.

Poznała Woolfów w 1937 i zaprzyjaźniła się z Virginią. Obie były potomkiniami bojowników o zniesienie niewolnictwa i były dalekimi krewnymi. Dr Wilberforce prowadziła farmę krów Jersey i dawała Woolfom mleko, śmietanę i ser. Virginia była zmuszona skonsultować się z nią dzień przed samobójstwem. Powiedziała lekarce, że jej wizyta jest niepotrzebna, nie odpowiadała wprost na pytania i "generalnie była oporna". Woolf wymogła na niej obietnicę, że jeśli zgodzi się na badanie, nie zostanie jej przepisany odpoczynek w łóżku.

Następnego dnia Octavia powiedziała: "Nawiedzają mnie Virginia i moja porażka". Odwiedziła Leonarda dwukronie, kiedy jej powiedział, że w chwili małżeństwa nie wiedział nic o jej "przypadłości" i jego ustępującej naturze.

Do góry

KREATYWNOŚĆ I CHOROBA PSYCHICZNA

Wielu interesowało współistnienie "geniuszu i szaleństwa", i rodzinne aspekty wybitnych umysłów i chorych psychicznie, ale dopiero ostatnio ten temat został zbadany, badaniu poddano grupy utalentowanych artystów, szczególnie pisarzy. Wyniki są istotne dla naszego tematu.

Podsumowując, badania wykazują że te grupy mają wysoki współczynnik psychoz maniakalno-depresyjnych, szczególnie choroby afektywnej dwubiegunowej. Schizofrenia nie występuje. W rodzinach utalentowanych jednostek krewni są także bardzo kreatywni, niekoniecznie literacko, i także mają tendencję do choroby afektywnej. Współczynniki sa wyższe wśród rodzeństw, ale znaczący są także wybitni rodzice.

Najbardziej imponujące badania przeprowadził Andreasen w 1987, który przez 15 lat zajmował się uzdolnionymi członkami zajęć z kreatywnego pisania, warsztatów zorganizowanych przez Uniersytet Iowa. Wszyscy uczestnicy byli znanymi pisarzami, paru z nich było popularnych. Badania obejmowały 30 pisarzy, 30 kierowników wybranych ze względu na inteligencję i warstwę społeczną, i krewnych pierwszego stopnia z obu tych grup.

Pisarze mieli poważnie większy współczynnik chorób psychicznych, głównie afektywnych, z tendencją do dwubiegunowej. Podobne wyniki mieli krewni pisarzy pierwszego stopnia; sugeruje to, że te cechy krążą w rodzinie i mogą być związane z genetyką. Zarówno pisarze jak i kierownicy mają wysokie IQ, pisarze byli lepsi jedynie w testach ze słownictwa WAIS, potwierdzając poprzednie obserwacje, że inteligencja i kreatywność są niezależne od możliwości umysłowych.

Szczegółowe statystyki są zaskakujące. Jeśli wliczać zaburzenia nastroju, wówczas 80% pisarzy cierpi na ataki od czasu do czasu, porównując z 30% kierowników. 13% miało lekkie ataki manii i depresji, 30% cierpiało na poważne - "lekkie" oznaczają takie, które wymagają pewnego rodzaju leczenia, "poważne" hospitalizacji. U kierowników odpowiada to 0 i 10%. Nikt z obu grup nie cierpiał na schizofrenię.

37% pisarzy miało depresję (17% kierowników); 30% jest alkoholikami (7%) i 7% narkomanami (7%).

Andriessen pisze o krewnych: "Rodziny chorych jednostek były dotknięte zarówno talentem, jak i chorobą psychiczną". Talent wykraczał daleko poza literaturę, przejawiał się w sztuce, muzyce, tańcu, matematyce, sugerując kreatywny czynnik rodzinny, nie wpływ społeczeństwa.

Odkryła, że większość pisarzy tworzy gdy ich nastrój jest normalny, nie są podekscytowani ani przygnębieni.

Wyniki zostały skrytykowane. Szczególnie punkt twierdzący, że choroba jest związana z pisaniem, niekoniecznie z kreatywnością; związek z pisaniem jest niepewny i niestabilny. Andreasen odparła, że pisarze mają poznawczy stosunek do świata, dzięki któremu mogą więcej doświadczyć w życiu - są ciekawi, podejmujący ryzyko, awanturniczy i nie chcą widzieć świata w sposób konwencjonalny. Ten styl może być przekazywany w rodzinie i odpowiadać za talent.

Inne badania, prowadzone przez Kay Jamison, bazowały na 47 ważnych brytyjskich pisarzach i artystach. 87% z nich to mężczyźni, średnia wieku wynosiła 53 lata. 38% było leczonych na chorobę afektywną. Pisarze mieli najwięcej problemów psychiatrycznych, i poeci znajdowali się na szczycie listy. Połowa z nich była leczona na depresję, tak jak 2/3 dramaturgów. 20% biografów i 13% malarzy chorowało na depresję, leczeni byli głównie psychoterapią, sugerowali lekkie objawy.

Z całej tej grupy 1/3 cierpiała na poważne wahania nastroju. 17% poetów chorowało na manię. Nie odnotowano zaburzeń nastroju u biografów.

Te badania nie obejmują stanowisk kierowniczych, z oczywistych powodów - poważanych artystów jest niewielu. Zostały poczynione próby obejścia tego problemu przez studiowanie biografii i porównywanie wybitnych artystów z odnoszącymi sukcesami biznesmenami, naukowcami i ludźmi uczestniczącymi w życiu społecznym.

Arnold M. Ludwig opublikował obszerny przegląd biograficzny 1005 sławnych artystów XX-wieku, pisarzy i innych. Odkrył, że artyści cierpieli na psychozy, zaburzenia nastroju, uzależnienie od alkoholu i narkotyków i podejmowali próby samobójcze dwa, trzy razy częściej niż dla porównania ludzie odnoszący sukcesy w biznesie, nauce czy polityce. Odkrył też, że poeci, z tej grupy byli najczęściej hospitalizowani i mieli za sobą najwięcej próg samobójczych.

Wszystko to pasuje do Virginii Woolf i jej krewnych. Pochodziła z długiej linii pisarzy, niektórzy byli sławni, jak jej ojciec. Ale był także wybitnym alpinistą, jej siostra Vanessa utalentowaną malarką, a jeden z jej braci jednym z pierwszych psychoanalityków.

Virginia chorowała na chorobę afektywną dwubiegunową, a jej rodzina miała długą historię chorób psychicznych od strony matki jak i ojca. Wątpliwy związek między jej atakami a okresami twórczości został już zasugerowany, i czasami, gdy źle się czuła, stawała się całkowicie nieproduktywna, mimo że była przekonana że pomysły na większość z jej książek pochodziły z okresu przedłużonego ataku. Możnaby się sprzeczać, że jej najbardziej płodne lata wzięły się z okresu najbardziej poważnego i zagrażającego życiu załamania z lat 1912-1915.

Mistyczna jakość niektórych z jej utworów i niektóre z mniej typowych objawów wzbudzały podejrzenia schizofrenii. Schizofrenia jest zazwyczaj chroniczna, wpływa na myślenie, osobowość i postępowanie. Fakt, że występuje rzadko u autorów, uwiarygodnia diagnozę schorzenia Virginii Woolf.

Do góry

DOROBEK LITERACKI I ZDROWIE

Jej dorobek literacki zgromadzony na przestrzeni lat był ogromny, i dużo z niego zostało opublikowane. Badania nad Robertem Schumannem, muzykiem który cierpiał na cyklotymię, pokazuje związek pomiędzy wahaniami nastrojów a osiągnięciami muzycznymi (Slater i Meyer, 1959). To skłoniło mnie do zastanowienia się, czy porównanie twórczości Virginii Woolf z chorobą może dać obiektywną miarę efektu załamań na jej pisanie.

Zmierzyłem liczbę słów napisanych rocznie w esejach, listach i książkach, i miesiąc po miesiąciu w dziennikach. To jest krótkie podsumowanie.

Liczba słów dla esejów i listów rośnie od 1902 by osiągnąć szczyt w 1908. W 1910 spada, w latach 1913-1915 osiąga niemal zero. W 1916 zaczęły gwałtownie rosnąć, osiągając ponownie szczyt w 1918-1919. W 1920-21 zaczynają spadać, zdobywając nowe szczyty w 1925 (eseje) i 1931 (listy). Te wahania wiążą się z poważnymi załamaniami 1911/12 i 1915, i chorobą w 1920. Mniejsze problemy, 1925/25, 1928/29 i 1931 wywarły niewielki wpływ na publikacje, lecz spowodowały luki w dzienniku.

Graf - przedstawiający lata 1918-1941, z których to lat mamy dzienniki - pokazuje związek między przerwami rzędu miesiąca lub więcej w pisaniu dziennika (powyżej linii) i okresów mniejszych załamań dłuższych niż miesiąc (poniżej linii). Szczyty w grafie zbiegają się w 1920, 1925, 1928/29, 1933/34 i - najdłużej - w 1936.

Do góry

ZABURZENIA NASTROJU W CIĄGU ŻYCIA

Kalkulacje bazujące na twórczości i przerwach w dzienniku dają całkiem dokładną średnią niesprawności i prawdziwej choroby, ale nie uchwyciły mniejszych zaburzeń nastroju niewystarczająco poważnych by uniemożliwiać pisanie, ale zanotowanych przez Woolf i jej męża.

Caramagno (1992) przystąpił do zmierzenia wahań nastrojów Woolf, zarówno poważnych jak i lekkich, w ciągu jej życia, zbierając informacje nie tylko z jej dzienników i biografii ale także z dzienników i notatników jej męża (nieopublikowanych), w których on notował w skrócie, lecz dokładnie wszystkie jej wzloty i upadki na przestrzeni lat. Caramagno używa systemu punktowania. Wzloty są punktowane od +1 do +4, upadki od -1 do -4. Rezultaty umieścił na grafie pokazującym wahania nastroju każdego roku od 1895 do 1941; warto zauważyć, że uwzględnione zostały drobne dolegliwości jak lekkie wahania nastroju których bym nie zaklasyfikował jako "choroba". Powyżej linii są wzloty humoru lub okresy euforii; poniżej upadki lub okresy przygnębienia. Jest oczywiste, że było parę chwil bez jednego lub drugiego. Większe problemy pojawiają się jako większe wahania na grafie.

By rozjaśnić sytuację choroby z roku na rok, połączyłem te grafy by stworzyć całkowity obraz sytuacji - to znaczy każdego kierunku - dla każdego roku. Rezultat ukazuje stan rzeczy od 1895 do 1941. Virginia nie prowadziła regularnego dziennika do 1918, i wykres do tego roku nie jest do końca wiarygodny, z powodu braku szczegółów mniejszych niedyspozycji. Ale trzy poważne załamania są wyraźnie widoczne po lewej stronie grafu, i prawa pokazuje częstotliwość mniejszych wahań przez ostatnich dwadzieścia lat jej życia.

Do góry

ZMIENNOŚĆ SEZONOWA

Dzienniki pokazują wyraźną zmienność sezonową na przestrzeni lat, ze wzlotami na wiosnę od marca do maja i przez przygnębienie od listopada do lutego. Graf to pokazuje; miesiące są ukazane w parach by ujednolicić dane, druga oś pokazuje liczbę opublikowanych stron z dziennika podzielone przez dwadzieścia. Z roku na rok dzienniki pokazują mniej zmian; prowadziła je bardzo dokładnie przez dekady. Jedynie w latach 1935 i 1940 liczba stron wzrasta.

Z danych Caramagno można obliczyć dokładnie liczbę wahań nastrojów na miesiąc, rok i całe jej życie. Tak zrobiłem, grupując dane w pary miesięcy. Wykres pokazuje, że najwięcej zaburzeń miało miejsce od maja do sierpnia (104) włącznie; mniej podczas zimy, w listopadzie i grudniu (65); średnia dla wszystkich miesięcy wynosi 89 i różnice są statystycznie znaczące. Wyniki przeczą diagnozie, że Woolf choruje na depresję sezonową. Wzrost wahań nastrojów w miesiącach letnich pokrywają się z czasem jej najpoważniejszych załamań (lato 1895, maj 1904, lipiec 1913).

Trzeba zauważyć, że produktywność jest najwyższa na wiosnę, a dolegliwości się nasilają w lecie; nie zbiegają się. Te odkrycia zgadzają się z innymi badaniami. Jamison (1989) porównał wydajność z niestałością nastroju przez kilka miesięcy w roku 47 brytyjskich pisarzy i artystów. Wszyscy wykazali szczyt produktywności na wiosnę i jesień, i ci którzy byli leczeni na chorobę afektywną dwubiegunową cierpieli na zaburzenia atmosfery w lecie.

Pisała powieści niemal bezustannie od 1920 do śmierci. "Podróż w świat" była tworzona przez kilka lat i ukończona w 1913. Po największych chorobach z lat wojny, ukazało się "Noc i dzień" na przełomie 1918/19, i po nim nastąpiła niewielka przerwa. Książki były pisane regularnie i szybko, z wyjątkiem "Pokoju Jakuba", "Lat" i "Między aktami", które wymagały szybkiego przepisania.

Podsumowując, jej dorobek jest ogromny. Jej mąż zanotował, że większość godzin porannych spędzała na pracy, wliczając w to czytanie i pisanie. Z wahań w dorobku powyżej możemy wyciągnąć ograniczone wnioski. Po pierwsze, surowość załamania z lat wojny wstrzymała pisanie na kilka lat, lecz nastąpił po niej wybuch produktywności który trwał do końca jej dni. Po drugie, jej niewielkie schorzenia przez lata odzwierciedlały się lukami w dzienniku, ale generalnie nie miały wpływu na roczne podsumowanie napisanej fikcji i nie-fikcji.

Do góry

WNIOSKI

"I nie powiedziałam zbyt dużo, ani nie opisałam wam tych przerażająco wysokich fal, i piekielnych głębokich otchłani, na które się wspinam i w które spadam w ciągu kilku dni..." Listy, 3, 237.

Za to mówiła wystarczająco i opisała to, co było złe. Nawet jeśli nie było innego dowodu, raport Virginii Woolf w jej dziennikach, listach i autobiograficznych tekstach jest wystarczającym opisem jej choroby. Pisze o wahaniach od euforii do depresji, kiedy są lekkie i nie obezwładniające; opisuje to, co zapamiętała z poważniejszych zaburzeń, i pisze, tak jak inni, o tym jak choroba wpłynęła na jej pisanie. Bardziej inteligentne, wrażliwe, werbalne, wnikliwe niż świadectwa innych chorych, jej jest odważne i pełne informacji.

Jej mężowi Leonardowi także należy się nagroda. Mniej emocjonalny, dokładny w notowaniu faktów, pedantyczny, notował objawy przez lata, i wiernie je opisał w swojej autobiografii.

"Ale tak długo jak symptomy występowały, Virginia cierpiała na szaleństwo maniakalno-depresyjne." (Beginning Again, str. 161)

Otrzymał niewiele podziękowań, za to wielu go krytykowało za jego obiektywność. Oczerniany, jako kontrolujący mąż, kiedy usiłował wykonać daną mu poradę lekarską, był oskarżany o powstrzymywanie jej gdy prawdopodobnie zrobił dużo żeby utrzymać ją w dobrym zdrowiu przez lata. Ktokolwiek kto zna ciężar życia i dbania o chorego psychicznie małżonka musi wyrazić swoje uznanie dla jego postępowania. Krewni muszą się uśmiechać gdy pacjent jest przygnębiony, a kiedy pacjent niespodziewanie czuje się dobrze i żywiołowy, opiekun musi walczyć o jej czy jego przebudzenie, nie może sobie poradzić z błyskawicznymi zmianami nastroju. Leonard zasługuje na nagrodę i uznanie.

W ostateczności, lekarze. Poczynili wiele błędów, jak zrobiłoby to wielu lekarzy z tego okresu. Byli poważanymi doktorami, i większość ich poglądów podzielało środowisko medyczne. Przejrzenie ich książek pokazało, że byli lepsi w diagnostyce niż to przyznawano, i mimo że nie znali żadnych skutecznych metod leczenia, robili co w ich mocy i nie zasługują na zniesławienie, jakie zostało rzucone na ich głowy.

W obliczu przytłaczających dowodów na psychozę maniakalno-depresyjną, choroby poetów i pisarzy, jest to czas obalenia większość z amatorskich psychoanalitycznych spekulacji twierdzących, że Virginia Woolf była narażana zbyt długo. Psychodynamiczne pomysły są użyteczne w dyskutowaniu jej relacji z rodzicami i efektu molestowania w dzieciństwie na jej życie seksualne i osobowość; mogą być użyteczne w dyskutowaniu jej nieszczęścia, ale nie wyjaśniają choroby.

Niefortunnie krytycy literaccy byli odporni na nowoczesną wiedzę psychiatryczną, i - pomimo że wiele lat temu Virginia Woolf, jej mąż i główny biograf, Quentin Bell, który był wystarczająco odważny by pisać o rodzinie - dali wszystkim do zrozumienia że Virginia choruje - nie napisali prawdy o jej chorobie.


Tłumaczenie z języka angielskiego - VIRGINIA WOOLF'S PSYCHIATRIC HISTORY, autorstwa Malcolma Ingrama.