Lokatorzy, którzy nie boją się ducha Virginii Woolf: para żyjąca w wiejskiej posiadłości pisarki z nowego filmu z Nicole Kidman.

Valentine Low,
14 stycznia 2003,
The Evening Standard (London, England)


Była mądra, piękna, szalona, tragiczna, zgryźliwa i należała do najbardziej cenionych i wpływowych artystów XX wieku. W kilka tygodni na nowo zafascynowała świat gdy do kin weszła ekranizacja nagradzanej powieści "Godziny" z Nicole Kidman w roli głównej.

Caroline i Jonathan Zoob są nim szczególnie zainteresowani: przez ostatnie dwa lata żyli z duchem Virginii Woolf.

Mieszkają w Monk's House, domku położonym w Sussex, który Leonard i Virginia Woolf kupili by spędzać w nim letnie wakacje. Woolfowie żyli tam gdy Virginia, dręczona depresją, napełniła kieszenie kamieniami i utopiła się w płynącej nieopodal rzece Ouse.

Dom ze stromym dachem z płytki łupkowej, niskimi sufitami i pochyłymi podłogami jest pełen historii. Jest tam krzesło, w którym Woolf zwykła siadać pisząc "Panią Dalloway"; salon, w którym Lytton Strachey, T. S. Eliot, John Maynard Keynes i im podobni prowadzili rozmowy; kuchenka, na której E. M. Forster spalił swoje spodnie. "Jestem trochę przytłoczona tym, że tu mieszkamy", powiedziała pani Zoob, lat 43, projektantka. "Im więcej o niej wiem, tym bardziej jestem przekonana, że to nadzwyczajne. Mam wrażenie, że to miejsce jest wciąż zamieszkane."

Nad domem, w wiosce Rodmell przy Lewes, wisi piętno śmierci Woolf w 1941. "To wisi w powietrzu, lecz nie jest nieprzyjemne czy przerażające", rzekła pani Zoob. "To bardzo poruszające. Czuję to, gdy idę ścieżką."

Zoobowie korzystają z niecodziennego układu własnościowego: National Trust wynajmuje im połowę domu - część która nie jest poświęcona pamięci Woolfów - za którą płacą obniżony czynsz w wysokości 850 funtów, w zamian za opiekę nad ogrodem i otwieranie domu dla turystów dwa razy w tygodniu od kwietnia do października.

W 1919, gdy Woolfowie wprowadzili się, w domu nie było elektryczności ani bieżącej wody. Nawet po wybudowaniu nowej kuchni, łazienki i doprowadzeniu gorącej wody, dom był zimny i wilgotny. "T. S. Eliot spędził tu jedną noc i przysięgał, że to się nie powtórzy. Było tu przerażająco zimno, wilgotno. E. M. Forster stwierdził, że jedzenie było okropne", rzekła pani Zoob.

"Woolfowie mieli swój rytm dnia. Ona wstawała, pisała, wychodziła na spacer. Nie dbali o to, kto był w domu. Myślę, że byli ekscentrykami. Ona jednak lubiła gości. Pisała w swoim dzienniku, że lubiła, gdy ludzie przyjeżdżali, ale jeszcze bardziej lubiła, gdy wyjeżdżali."

Co dziwne, wpływ przeszłości jest najbardziej przez Zoobów odczuwany w łazience. Łazienka - w której Woolf mówiła głośno do siebie, deklamując dzieła nad którymi pracowała - jest widocznie pochyła.

Służąca Woolfów wspominała: "Chodziła w tę i z powrotem i mówiła, mówiła, mówiła: zadawała pytania i udzielała odpowiedzi. Myślałam, że jest tam z nią dwoje lub troje ludzi." Pani Zoob: "To w tym miejscu Woolf obnażała się całkowicie."

Czasem zastanawia się, ile literackich gwiazd się tam kąpało: wiele, lecz prawdopodobnie nie należała do nich Vita Sackville-West, długoletnia przyjaciółka Virginii, i, przez pewien czas, jej kochanka. "Uważała tę łazienkę za okropnie niewygodną i plebejską w porównaniu do luksusów Sissinghurst", powiedziała pani Zoob.

Na górze jest kuchnia, na której E. M. Forster, usiłując wysuszyć swoje spodnie pewnego deszczowego dnia, spalił je. Napisał później:

"Łagodne ognisko!
Skromny blask!
Me spodnie zwęglałe,
Nie oskarżam cię,
Lecz chwalę zapał,
Któren gospodarza pali
Nim gościa dosięgnie."

Co dziwne Zoobowie, którzy dowiedzieli się o domu z artykułu w Evening Standard, nie interesowali się ani Woolf, ani Grupą Bloomsbury, zgromadzeniem artystów i pisarzy do którego należała Virginia. Pan Zoob, 43 lata, konsultant ubezpieczeniowy, powiedział: "To nie tak, że chcieliśmy mieszkać w domu Virginii Woolf. Oczarowało nas jego piękno." Jego żona przeczytała kilka esejów i "Panią Dalloway" w szkole, lecz nic więcej. "Nic o niej nie wiedziałam", stwierdziła.

Mimo, że przeczytali jej biografię, dzienniki i listy - nie podołali wszystkim jej powieściom.

Lecz znajomość z drugiej ręki nie rodzi uczucia. "Mówimy, jakbyśmy ją znali", powiedziała pani Zoob, "ale nie wiemy nic poza tym, co można wyczytać z dzienników. Nie jestem pewna, czy Virginia i ja byśmy się polubiły. Czytając jej wspomnienia, nic do niej nie czułam. Mogła być bardzo krytyczna i okrutna w listach, w sposób skomplikowanych, mądrych, czarujących ludzi. Zdecydowanie była onieśmielająca."